22 grudnia 2015, został wydany przez pozarządową (wspieraną przez władze amerykańskie) południowokoreańską organizację „Database Center for North Korean Human Rights” (북한인권정보센터) raport pt. „North Korean workers in Poland and Mongolia” (북한 해외노동자 현황과 인권실태: 북한 밖의 북한-몽골, 폴란드 지역- Północnokoreańscy pracownicy w Polsce i Mongolii). Celem poniższego tekstu będzie zaprezentowanie problemów ukazanych w tym raporcie.

Podczas konferencji w Seulu (gdzie był m.in. obecny dr Kim Kyunam, były doktorant prof. Jana Rowińskiego z UW), przedstawiony został raport o sytuacji materialnej północnokoreańskich pracowników w Polsce. Podano m.in. informację o tym ilu jest Koreańczyków z Północy w Polsce (ponad 800 osób) oraz czym się zajmują. Koreańczycy z Północny pracują w sadach (przede wszystkim kobiety), na budowach lub w stoczniach (m.in. w Stoczni Gdańskiej i Szczecińskiej).Warto zauważyć, że ten obszerny raport opiera się także na rozmowach z byłymi robotnikami z Korei Północnej. Władze południowokoreańskie i pozarządowe twierdzą, że olbrzymie wynagrodzenia otrzymane przez robotników z Korei Północnej nie trafiają do rąk tych pracowników, ale na rachunki rodziny Kimów. Te same organizacje uważają również, że północnokoreańscy pracownicy są traktowani w sposób niehumanitarny, ponieważ pracują poza jakimikolwiek normami sanitarnymi i obowiązującym kodeksem pracy.

 

Tereny gdzie pracują Północnokoreańczycy w Polsce

Tereny gdzie pracują Północnokoreańczycy w Polsce

Na wstępie muszę zwrócić uwagę, że obywatele Korei Północnej mają trudniejszy niż obywatele Państw Europejskich dostęp do naszego rynku pracy. Potrzebują zezwoleń. Te zezwolenia są zazwyczaj skoordynowane przez agencje pracy tymczasowej i przez północnokoreańską placówkę w Polsce. Wszystkie dokumenty są później rejestrowane w Powiatowych Urzędach Pracy. Tych urzędów jest akurat dużo, ponieważ Koreańczycy z Północy pracują m. in. w województwach Lubelskim, Lubuskim, Małopolskim, Mazowieckim, Opolskim, Świętokrzyskim, Kujawsko-Pomorskim, Wielkopolskim i Zachodniopomorskim.

W rzeczywistości są biura pośrednictwa pracy, które sprowadzają do Polski północnokoreańskich pracowników. Według moich badań terenowych, najbardziej skłonne do zatrudniania obywateli KRLD są firmy zaprzyjaźnione z władzami północnokoreańskimi (na przykład gospodarstwo rolne Pana Stanisława Dobka. Ten sadownik zatrudniał na początku roku 2000 pracowników z Korei Północnej) i małe firmy. Mogą to także być potężne polskie firmy, które eksportują produkty spożywcze za granicę.

Niektórzy z północnokoreańczyków są także zatrudnieni w sadach na południu Polski oraz pod Warszawą, w Stoczni Gdańskiej, w Słupsku, w Karpaczu. Przebywając do Polski, ci Koreańczycy z Północy nie zmieniają miejsca pracy. Według danych, udostępnionych przez władze Polskie, są to przede wszystkim mężczyźni (70%). Ci ludzie nie wracają do kraju co jakiś czas, ponieważ duża część pozwoleń na pracę jest przedłużana. Mimo dezaprobaty opinii publicznej, polskie władze nie odmawiają wydania tych pozwoleń. Część z tych pozwoleń jest także uchylana. Co ciekawe formalności (myślę na przykład o sprawach związanych z kartami pobytowymi) nie są zawsze wypełniane w Warszawie, ale czasami przy urzędach czy byłych przejściach granicznych. Dlaczego? Nie wiem.

Ambasada KRL-D w RP; źródło: commons.wikimedia.org
Ambasada KRL-D w Warszawie; źródło: commons.wikimedia.org

Jak są zatrudnieni Koreańczycy z Północy? Opierając się na obszernej analizie Koreańskiego Instytutu do Spraw Zjednoczenia, dowiadujemy się, że w strukturach regionalnych partyjnych odbywa się nabór potencjalnych pracowników. Te osoby są później weryfikowane i szkolone przez pracowników północnokoreańskich firm budowlanych i przemysłowych (na przykład struktury ministerstwa ds. budowlanych i handlu zagranicznego). Osoby zatrudnione do pracy poza Koreą Północną są osobami do pewnego stopnia zaufanymi władz partyjnych Korei Północnej.

Wnioski

Władze południowokoreańskie twierdzą, że od 2000 roku, ponad 60 tys. Koreańczyków z Północy pracuje w 40 krajach. 60 tys. to koło 0,25% ludności Korei Północnej. Przychód osiągnięty z tych pracowników to koło 800 mln złotych. Uważam, że kwota 800 mln złotych jest liczbą zaniżoną. Oznacza to, że średnie wynagrodzenie pracownika z KRLD to około 13 tys. złotych rocznie. W skali tych 40 państw, jest to możliwe.
Na wyżej wymienionej konferencji nie wypowiadali się pracownicy z Korei Północnej (tzw. północnokoreańscy pracownicy, którzy uciekli z ww. państw). Wynika to prawdopodobnie z tego że bali się o ich bezpieczeństwo. Z drugiej strony, podważa to wartość merytoryczną tego wydarzenia oraz w mniejszym stopniu wydanego raportu.
Wbrew pozorom oraz wbrew temu co piszą niektórzy polscy i zagraniczni dziennikarze, Koreańczycy z Północy, którzy pracują w Polsce są legalnie zatrudnieni. Ich dokumenty zostały przecież potwierdzone przez Powiatowe Urzędy Pracy ww. województw. Jakiekolwiek zażalenie (o ile są uzasadnienie) powinny być skierowane do polskich struktur administracyjnych, a nie (jak to ma często miejsce) do północnokoreańskiej ambasady w Polsce (wideo opowiadające w dowcipny sposób jak dzieła ta placówka, jest dostępne tutaj). Także wbrew pozorom, ci Koreańczycy nie żyją zamknięci w „barakach”, wychodzą czasami (jednakże zawsze w grupie) na miasto i mają styczność ze światem zachodnim.
Ze względu na dużą część przedłużonych pozwoleń, można wywnioskować, że duża część tych ludzi chce zostać w Polsce . Wiemy, że część z nich składa wniosek (za pośrednictwem ich placówki w Warszawie) o zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego. Z drugiej strony mamy do czynienia z pewną „rotacją” spowodowaną tym, że czasami, niektórzy z tych pracowników „uciekają” z miejsca pracy i stają się wtedy „uchodźcami”. Udało mi się przeprowadzić jedną rozmowę z byłym pracownikiem północnokoreańskim, który uciekł z miejsca pracy. Dowiadywałem się, że z góry 85% pieniędzy oddał reżimowi, za 15% kupił na przykład gry w rodzaju „rosyjskiego tetrisa” , dzieciom buty. Akurat ten pan uciekł z przyczyn osobistych, ale oświadczył, że ze względy finansowe też odgrywają rolę i wielu z pracowników zatrudnionych czy to w Polsce, Mongolii lub Katarze nie chce wyjechać.
Wbrew pozorom, duża część tych ludzi nie przypomina szarego portretu robotnika. Są to osoby wykształcone, znające języki obce (zazwyczaj rosyjski). Duża część z nich ma również rodzinę i dzieci w Korei Północnej.
Największy problem, który tu odnotuję, to fakt, że duża cześć wynagrodzeń tych pracowników jest „oddana” północnokoreańskim władzom. Niestety na taki układ zgadzają się (a raczej nie mają wyboru) pracownicy z Korei Północnej. Z drugiej strony organizowane są nabory na te wyjazdy , więc potencjalny „robotnik” z Korei Północnej wie co go czeka.

Czy mamy do czynienia z nową sytuacją w Polsce? Nie do końca. Już w latach osiemdziesiątych władze północnokoreańskie eksportowały „mistrzów” Taekwondo do krajów komunistycznych. Niektórzy z tych „mistrzów” trafili do Polski (m.in. do Bytomia, Gdańska, Krakowa, Lublina, Łodzi i Warszawy). Ci mistrzowie dostawali wynagrodzenia, które już były częściowo przekazane władzom północnokoreańskim (a szczególnie Ministerstwu Sportu).
Rekomendacje

Mamy do czynienia z problemem humanitarnym. Czy ze względu na to, że duża część pensji tych obywateli KRLD jest odbierana przez ich władze, czy mamy prawo zakazać tym osobom pracować w Polsce? Z drugiej strony wiemy, że duża część tych pracowników jest szczęśliwa w Polsce. Osobiście, uważam, że dopóki prawa tych pracowników nie są łamane, powinni móc dalej pracować w Polsce. Z drugiej strony kontrole urzędów pracy powinny częściej kontrolować firmy gdzie pracują ci Koreańczycy. Jednakże czy urzędy posiadają dodatkowe zasoby by to robić? Wątpię.

Ponieważ sytuacja gospodarcza Korei Północnej poprawia się, twierdzę, że liczba potencjalnych chętnych do pracy poza Koreą Północnej może zmaleć z upływem czasu. Z drugiej strony możemy mieć do czynienia z „napływem” północnokoreańskiej siły roboczej, która nie odnajduje się w nowej rzeczywistości Korei Północnej. Uważam także, że wyjazdy zagraniczne już nie będą dobrowolne, ale wręcz obowiązkowe, ponieważ przypominajmy, że celem władz północnokoreańskich jest zgromadzenie dewiz zagranicznych.

Jeśli dążymy do zakazania pracy tym ludziom, zaostrzone powinny być sankcje gospodarcze wobec północnokoreańskich firm, które zajmują się zatrudnieniem tych Koreańczyków. Nie sądzę, aby to było dobre rozwiązanie. Wtedy północnokoreańskie władze stworzą nowe firmy odpowiedzialne za cały proces rekrutacyjny. Zresztą sankcje mogłyby dotknąć także firmy (na przykład polskie), które biorą udział w zatrudnieniu tych obywateli KRLD.
Problem jest o wiele bardziej złożony niż nam się wydaje. Nie potępiam samej idei zatrudniania pracowników z Korei Północnej. Pracując w Polsce, mają możliwość zobaczyć, jak żyją ludzie w zachodnim kraju, mogą ocenić co wmawia im rodzima propaganda. Uzyskają także cenne doświadczenie zawodowe.

Nicolas Levi

Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Paris X Nanterre we Francji. Absolwent zarządzania ESSEC Business School oraz Polskiej Akademii Nauk i Collegium Civitas w zakresie politologii. Analityk biznesowy, autor artykułów na temat Korei Północnej w prasie polskiej. Autor, redaktor i współautor 4 książek. Redaktor projektu o elitach północnokoreańskich (nicolaslevi.wordpress.com). Znajomość języków: angielski, francuski, niemiecki, podstawy koreańskiego (A2). Mieszka w Warszawie.