Dziś przedstawiamy tekst Macieja Suska, który przebył w chińskim mieście Dandongu na granicę z Koreą Północną.

Do Dandongu dostałem się z Szanghaju liniami lotniczymi China Southern Airlines. Chciałem sfilmować , sfotografować granicę KRL-D – CHRL, zdobyć materiały o KRL-D oraz spróbować porozmawiać z obywatelami KRL-D.Dangdong to miasto naznaczone śladami z czasów wojny koreańskiej. Są tam pomniki chińskich :ochotników”, którzy w liczbie miliona wsparli armię Korei Północnej walczącej z USA i sojusznikami.

Centralnym punktem są dwa mosty.

Jeden zniszczony przez lotnictwo amerykańskie służy jako atrakcja turystyczna. Jest tam stanowisko obserwacyjne i lornetki, przezktóre można śledzić co dzieje się po drugiej stronie rzeki w północnokoreańskim mieście Sinuiju.

Jest też drugi most, przez który obecnie odbywa się ruch osobowo-towarowy pomiędzy KRL-D a CHRL. Z Dandongu do Sinuiju właśnie przez ten most codziennie jeżdżą konwoje Tir-ów ze wszystkim, czego Korea Północna potrzebuje. Przejeżdżają również pociągi relacji Pekin-Pyongyang. To co zwróciło moją uwagę to jest to, że wagony są praktycznie puste.

Przy mostach oraz wzdłuż linii brzegu są sklepy i stragany gdzie można nabyć materiały z robotniczego raju. Wony (północnokoreańskie pieniądze) z podobizną wielkiego i umiłowanego Kim Ir Sena, znaczki pocztowe (są ich tam całe albumy), flagi no i oczywiście znaczki przypinane do odzieży. Można znaleźć zarówno znaczki dansang (z jedną podobizną Kima seniora lub juniora) oraz znaczki ssangsang (z dwiema podobiznami).

Do Dangdongu ściągają turyści z Korei Południowej i Japonii, żeby na własne oczy zobaczyć północnokoreańskie wybrzeże oraz reżimowe sklepy.

Sklepy te, udekorowane północnokoreańskimi flagami sprzedają towary z KRL-D. Są to towary o niskiej jakości. W sklepach jest mały wybór (Korea Północna mało produkuje), głównie żeń-szeń, wony oraz znaczki pocztowe.
W północnokoreańskich restauracjach pracują obywatele KRLD. Unikają oni jednak rozmów z obcymi (są obserwowani przez swoich opiekunów). Ja sam spróbowałem porozmawiać z hostessami w jednym ze sklepów ale one tylko się uśmiechały do mnie. Na ulicy niedaleko mostów spotkałem 2 mężczyzn ze znaczkami z Kimem, wpiętymi w kurtki. Oni jednak wystraszeni po dwóch wypowiedzianych zdaniach ruszyli dalej.
Zaznaczam, że cały czas w Dandongu nosiłem na sobie serbski strój co też bardzo zwracało na mnie uwagę.

Dangdong jest miastem granicznym przez co soi się tam od chińskich żołnierzy, straży granicznej, zbrojnej policji ludowej oraz tajniaków.

Uciekinierzy z KRL-D jako kryjówkę wybierają raczej Tumen i Yanji, chińskie miasta graniczne daleko na Północ od Dandongu. Tam rzekę Tumen łatwo pokonać natomiast próba przepłynięcia rzeki Jalu, oddzielająca Dangdong i Sinuiju byłaby czystym samobójstwem (dla potencjalnego uciekiniera z KRL-D). Kto chce popływać po rzece Jalu, ma do wyboru jacht lub motorówkę. Ceny wahają się około 35 RNB. Kierowca takiej jednostki nawodnej podpływa tak blisko północnokoreańskiego wybrzeża jak tylko można. Mieszkańcy Sinuiju mają niewiele do roboty (krach gospodarki KRL-D). Wysiadują nad brzegiem rzeki i obserwują pływających intruzów. Czasami rzucą kamieniem, innym razem udają, że strzelają z Ak-47.

Co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas mojego pobytu w Dandongu? Po stronie chińskiej wieżowce tętnią życiem. Natomiast po stronie koreańskiej budynki armii, urządzenia portowe i ludowy dom kultury. Nic poza tym.

Koreańskie chatki i chińskie wieżowce- to porównanie pokazuje, jak daleko od siebie są te kraje i ta różnica cały czas rośnie.

Maciej Suska