Jedną z kwestii jaką prezydent USA nieuchronnie będzie omawiał kiedy odwiedzi Chiny w przyszłym tygodniu są stojące w miejscu rozmowy sześciostronne zmierzające do rozwiązania północnokoreańskiego kryzysu nuklearnego.

Być może najważniejszą różnicą między porozumieniem ramowym z 1994 roku, które rozwiązało kryzys nuklearny lat 1992-94 a obecnymi rozmowami sześiostronnymi jest to, że Chińska Republika Ludowa jest znacznie bardziej zaangażowana we wsparcie tego drugiego procesu. Chińscy decydenci początkowo promowali rozmowy sześciostronne głównie jako środek zapobiegający przyjęciu przez Waszyngton bardziej przymusowych środków – czy to ostrych sankcji czy ataków militarnych – wobec Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Z czasem chiński rząd znalazł własny interes w pomyślnym zakończeniu rozmów, jak również w utrzymywaniu płynności procesu negocjacyjnego.

 

 

Z perspektywy Pekinu, trwałe i całościowe porozumienie w ramach procesu sześciostronnego służyłoby wielu interesom. Obejmują one wyeliminowanie problemów, które północnokoreański arsenał nuklearny stwarzałby dla Chin; zmniejszenie zagrożenia amerykańskiej interwencji militarnej w państwie ościennym ChRL; zapewnienie gospodarczego i innego wsparcia dla Pjongjangu, mogącego pomóc w uniknięciu upadku północnokoreańskiego państwa u wrót Chin; oraz przyczynienie się do wzmocnienia percepcji Pekinu jako zaangażowanego i wpływowego udziałowca w bezpieczeństwie regionalnym.

Jakikolwiek będzie ostateczny rezultat, decydująca rola Chin w rozmowach sześciostronnych podniosła ich status międzynarodowy, nawet jeśli chińscy oficjele z ostrożnością charakteryzują rozmowy jako proces „win-win”, w którym wszystkie strony angażują się i odnoszą korzyści. Postawa Chin szczególnie przysporzyła Pekinowi wyraźnego poparcia publicznego w Korei Południowej, dla której Chiny stały się wiodącym partnerem handlowym.

Amerykańscy i inni obserwatorzy uważają zapewnienie poparcia Pekinu za niezbędne dla wywarcia wpływu na KRL-D, gdyż ChRL jest najważniejszym sojusznikiem zagranicznym Pjongjangu. Chińscy oficjele utrzymują, że podczas gdy wpływ ChRL na politykę KRL-D jest większy niż jakiegokolwiek innego rządu, wciąż jest skromny biorąc pod uwagę niewzruszone prowadzenie przez Koreę Północną polityki niezależności. Co ironiczne, ta percepcja wpływu Chin mogła zachęcić Pekin do zmniejszenia presji na Pjongjang w celu utrzymania dobrych stosunków z KRL-D.

Twardsza postawa chińska wobec Pjongjangu z pewnością zaowocowałaby pewną wdzięcznością USA. Ale jeśli kosztem byłaby izolacja KRL-D, niosłaby ryzyko podważenia wartości Chin dla Waszyngtonu i innych partnerów w odniesieniu do Korei Północnej. Odwrotnie, podczas gdy amerykańscy przedstawiciele mogą krytykować Pekin za niewystarczające naciskanie na KRL-D by porzuciła broń jądrową, chińscy i amerykańscy przedstawiciele nie pozwalają by różnice te naraziły na szwank ich całościowe stosunki bilateralne.

Chińscy decydenci sprzeciwiają się uzyskaniu przez Koreę Północną broni jądrowej, ponieważ taki obrót spraw mógłby skłonić Koreę Południową, Japonię a nawet Tajwan do budowy ich własnych sił nuklearnych – broni, która w pewnych wyjątkowych okolicznościach mogłaby być użyta przeciw Pekinowi tak samo jak przeciw Pjongjangowi. Niektórzy chińscy przywódcy, przywołując historię stosunków kraju z Rosją i Wietnamem, obawiają się, że KRL-D mogłaby nawet grozić użyciem broni jądrowej przeciw Chinom w jakimś przyszłym sporze. Co więcej, decydenci ChRL przypuszczalnie chcieliby także uniknąć negatywnej reakcji w Waszyngtonie i innych stolicach, która zaistniałaby gdyby Pjongjang dokonał transferu materiałów i technologii pierwotnie dostarczonych przez Chiny do państw trzecich. Korea Północna już wymieniała się artykułami przydatnymi w rozwoju broni masowej zagłady i rakiet balistycznych z Pakistanem, innym chińskim sojusznikiem, a także z Syrią i innymi państwami, dążącymi do posiadania broni jądrowej.

Chińscy przywódcy obawiają się też, że ostentacyjne pokazy ulepszanych zdolności rakietowych i nuklearnych przez Koreę Północną jeszcze bardziej zachęcą Stany Zjednoczone, Japonię, Tajwan i inne państwa do rozwoju obrony przeciwrakietowej, która z kolei osłabi efektywność arsenału rakietowego Pekinu. Coraz większa i coraz bardziej zaawansowana flota rakietowa Chin stanowi centralny element jej strategii bezpieczeństwa narodowego.

Biorą pod uwagę te obawy, nieposłuszeństwo Kim Jong Ila wobec ostrzeżeń Pekinu przed przetestowaniem broni jądrowej w październiku 2006 roku, niewątpliwie rozzłościło chińskich przywódców. W reakcji Chińczycy przeprowadzili upublicznione inspekcje transportów transgranicznych i skierowali do Pjongjangu wysłannika z zadaniem przywrócenia Kim Jong Ila do porządku.

Mimo to, chiński rząd nigdy nie przyjął żądanego przez USA celu „kompletnego, weryfikowalnego i nieodwracalnego rozbrojenia”, przynajmniej jako celu krótkoterminowego. Chińscy oficjele generalnie przedstawiają zakończenie programu broni jądrowej KRL-D jako cel długoterminowy. Dla Pekinu może to wymagać zaakceptowania kontynuacji przez Pjongjang pewnych działań nuklearnych, nawet jeśli ich skutkiem mogłoby być utrzymanie przez KRL-D co najmniej ograniczonej, ukrytej zdolności do produkcji broni jądrowej. Chińscy oficjele argumentują też, że Stany Zjednoczone i inne państwa będą musiały raczej poczynić dodatkowe koncesje pod adresem Pjongjangu by zapewnić sobie denuklearyzację Korei Północnej, niż oczekiwać, że Korea Północna się rozbroi, przed otrzymaniem jakichkolwiek profitów.

Pomimo ich irytacji na północnokoreański reżim, większość chińskich oficjeli wydaje się bardziej zatroskana potencjalnym upadkiem państwa północnokoreańskiego niż jego nieprzejednaniem w kwestii nuklearnej. Przedstawiają oni Pjongjang raczej nie jako zbójecki reżim uzbrojony w broń atomową, a bardziej jako potencjalne upadłe państwo, które przeżywa katastrofę humanitarną. Chińscy decydenci obawiają się, że dezintegracja Korei Północnej mogłaby wywołać rozległe zaburzenia gospodarcze w Azji Wschodniej; stworzyć dużą falę uchodźców poza jej granicami; osłabić wpływy Chin na Półwyspie Koreańskim przez zakończenie unikalnego statusu Pekinu jako interlokutora z Pjongjangiem, pozwolić wojsku amerykańskiemu na skoncentrowanie potencjału militarnego na innych terytoriach (np. Tajwan); i potencjalnie usunąć bufor oddzielający chińskie granice od amerykańskich sił lądowych (gdyby US Army rozmieściła swoje jednostki w Północnej Korei). W najgorszym razie upadek KRL-D mógłby doprowadzić do konfliktu zbrojnego i rozruchów społecznych na półwyspie, co mogłoby przenieść się na terytorium chińskie.

Dlatego decydenci ChRL konsekwentnie sprzeciwiają się akcji militarnej czy ostrym sankcjom ekonomicznym, które mogłyby grozić niestabilnością na Półwyspie Koreeańskim. Starają się także umniejszać obawy o zakres programu nuklearnego Korei Północnej oraz o udział KRL-D w proliferacji technologii nuklearnej i broni masowego rażenia do państw trzecich. Od samego rozpoczęcia rozmów chińscy oficjele nalegają, że wszyscy „powinni uznać, że Korea Północna ma uprawnione obawy o bezpieczeństwo” i że niezbędne jest „kontynuować dialog i wykazywać więcej cierpliwości by zapewnić, że Półwysep Koreański będzie wolny od broni jądrowej.”

Pekin pragnie zmiany zachowania Pjongjangu, ale nie zmiany reżimu. Pomimo frustracji na Kim Jong Ila, chińscy decydenci wydają się pogodzeni z koniecznością układania się z jego przywództwem w chwili obecnej, zarazem mając nadzieję, że bardziej usłużny reżim pojawi się kiedyś w Pjongjangu. Tymczasem Chiny dalej dostarczają KRL-D niezbędnej żywności, broni i innego wsparcia ekonomicznego i politycznego.

Z perspektywy Pekinu optymalnym rezultatem byłoby wyrzeczenie się przez północnokoreański reżim swojej broni jądrowej i złagodzenie polityki zagranicznej i obronnej w zamian za gwarancje bezpieczeństwa, pomoc gospodarczą i dyplomatyczną akceptację przez resztę społeczności międzynarodowej. Takie łagodne wyjście służyłoby wielu interesom Pekinu – jak również USA i ich partnerów – a zarazem unikało budzących obaw konsekwencji nagłej zmiany reżimu. Niestety dla prezydenta Obamy, chiński rząd jest gotów podjąć tylko ograniczone kroki w dążeniu do tego celu, zostawiając Obamie i jego ekipie przyjęcie głównego ciężaru rozwiązywania północnokoreańskiego kryzysu nuklearnego.

 

Richard Weitz jest senior fellow w Hudson Institute i starszym redaktorem World Politics Review. Jego cotygodniowy felieton w WPR, Global Insights, jest publikowany w każdy wtorek.