W ostatnio wydanej książce Brian Reynold Myers pokazuje propagandę Korei Północnej w zupełnie nowym świetle. Ta rzetelnie przeprowadzona próba rekonstrukcji oficjalnego światopoglądu tego państwa pozwoli lepiej zrozumieć to, co wielu wydaje się niepojęte: dlaczego jest on wciąż nośny i realizuje swoje zadanie.

W co wierzą mieszkańcy Korei Północnej? Jaka jest ich wizja świata? „Najczystsza rasa. Propaganda Korei Północnej” Briana Reynolda Myersa, amerykańskiego profesora studiów międzynarodowych, próbuje udzielić odpowiedzi właśnie na tego rodzaju pytania. Książka jest ambitną próbą zrekonstruowania oficjalnego politycznego światopoglądu Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Obraz, który z tej rekonstrukcji się wyłania, czasem wywołuje śmiech, a niekiedy przerażenie, ale niezmiennie fascynuje, budząc uporczywe pytanie: jak można w coś takiego wierzyć? Niestety, przekonuje autor, można.

Czysta, dziecinna rasa

Zdaniem Myersa północnokoreańską ideologię „można streścić […] w prostym stwierdzeniu, że lud koreański ma zbyt czystą krew” i nie może „przetrwać w tym złym świecie bez wspaniałego opiekuńczego przywódcy”. Teza ta stanowi oś ideologiczną, wokół której obracają się inne idee koreańskiej politycznej wizji świata. Co ciekawe, nie wydaje się ona mieć nic wspólnego z marksizmem-leninizmem, a mamy przecież, rzekomo, do czynienia z państwem komunistycznym.

Tu dotykamy centralnej i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnej myśli książki Myersa: ideologia Korei Północnej daleko odbiega od komunizmu, zbliżając się raczej do jakiejś wersji faszyzmu, choć to ujęcie również wydaje się być mocno nieprecyzyjne. To oczywiście interpretacja szokująca, ale, istotnie, trudno odmówić Myersowi racji, kiedy wskazuje na to, że rasizm – w jakiejkolwiek postaci – nigdy nie był elementem komunizmu. Koreańczycy myśl o szczególnej czystości własnej rasy przejęli od Japończyków, którzy kreowali ich wizerunek jako równych sobie, by zyskać sojusznika w okresie okupacji i II wojny światowej. Jednak, gdy okupanci zniknęli, rasistowska idea doznała niesamowitej przemiany: „O ile władza kolonialna propagowała japońską czystość jako talizman ochronny, o tyle Koreańczycy sądzili obecnie, że właśnie z powodu swej czystości rasowej stali się bezbronni jak dzieci w obliczu złego świata. […] W opisach epoki kolonialnej pisarze i malarze skupiali się na przymusowej pracy małych dziewcząt i chłopców, potęgując w ten sposób wrażenie wykorzystywania dziecięcej rasy przez rasę dorosłą. […] Koreańczycy za rządów Japończyków wyłącznie cierpieli”. Tak narodził się mit niewinnej i dziecięcej rasy.

Utrzymać wieczną niedojrzałość

„Historyczna podatność rasy na ataki z zewnątrz – pisze badacz – przypisywana jest brakowi wielkiego przywódcy, który mógłby przekształcić czystość ludu w źródło jedności i siły”. Dzieci potrzebują rodzica – w tym prostym spostrzeżeniu należy doszukiwać się źródeł północnokoreańskiego kultu jednostki. „Pod koniec lat 40. – pisze badacz – najważniejszy uniwersytet został nazwany imieniem wodza [Kim Ir Sena – R.J.], jego rodzinna wioska Mangyongdae stała się narodowym sanktuarium, a w wielu miastach wzniesiono jego posągi”, natomiast „kiedy przywódca skończył 60 lat, jego kult przewyższył w swej przesadzie nawet kult Mao [Tse Tunga – R.J.]”. Wtedy też propaganda obdarzyła go androginicznym tytułem Wodza-Rodziciela, a jego wizerunek zaczął być coraz bardziej feminizowany: częściej niż ojciec narodu był określany jako jego matka. Również syn Kim Ir Sena, Kim Dzong Il, gdy w 1982 roku przystąpił do Narodowego Zgromadzenia Ludowego i przyjął tytuł Drogiego Przywódcy, stał się przedmiotem rozbuchanego kultu jednostki. W jednej z propagandowych powieści napisano, że jest on „bardziej matką niż wszystkie matki na świecie”. Myers ujawnia w ten sposób ważną cechę północnokoreańskiego reżimu, która umożliwia jego trwanie i legitymizuje go w oczach obywateli: „od obywateli oczekuje się, że będą się zachowywać jak dzieci”. Jeden z najpopularniejszych wierszy w kraju mówi:

Och, Koreańska Partio Pracy,
Tylko na piersi której
Moje życie zaczyna się i kończy;
[…]
Powierzając me ciało twemu czułemu spojrzeniu,
Twej kochającej wyciągniętej dłoni,
Na zawsze krzyczeć będę głodem dziecka:
„Matko! Nie mogę żyć bez matki!”

Zasadniczym celem północnokoreańskiej propagandy jest więc utrzymywanie mieszkańców w niedojrzałości typowej dla najmłodszych i opisywanie tego stanu jako dobrego i właściwego. Dzieci są podatniejsze na kontrolę, a ponadto przyjmują ją ufnie, jako wyraz troski rodzica o ich los. Wszystko to stanowi osobliwe pomieszanie dowartościowania („jesteście niewinni i najczystsi”) z upośledzeniem („jesteście niesamodzielni”).

Między przywódcą a masami

Myers widzi w tym również taki element, który odróżnia „komunizm” koreański od komunizmu marksowsko-leninowskiego. Lenin bowiem jako jeden z celów partii komunistycznej wyznaczał wychowanie szerokich mas, szczególnie tych najbardziej zacofanych, do dorosłości. Przytacza treść jednej z powieści socrealistycznych – „Jak hartowała się stal” – w której funkcjonariusze partyjni za pomocą leninowsko-stalinowskich idei butnego młodzieńca edukują na politycznie uświadomionego i odpowiedzialnego radzieckiego obywatela. W Korei taka fabuła byłaby niemożliwa. Dobrze ilustruje tę sytuację reprodukowany w książce amerykańskiego badacza obraz, na którym Kim Dzong Il, niczym kochający i zatroskany rodzic, przytula i pociesza zrozpaczony po śmierci Kim Ir Sena naród, który nie jest zdolny do samodzielnego i dorosłego życia. Z ramion Wielkiego-Rodziciela wpadają w objęcia Drogiego Przywódcy – i o to chodzi.

Oficjalną ideologią, która ma wyjaśniać istotę i sens północnokoreańskie myśli politycznej, na której spoczywa państwo, jest Dżucze, co należy tłumaczyć jako „podmiot”. Jej autorstwo jest oczywiście przypisywane Kim Ir Senowi, ale jej faktycznym twórcą jest Hwang Chang-yop, jego doradca i – jak pisze Myers – „samozwańczy filozof”. Wielu historyków i politologów podkreśla niezrozumiałość myśli Dżucze dla badaczy pochodzących z zachodniego kręgu kulturowego. Natomiast autor książki nie pozostawia „suchej nitki” na takiej percepcji myśli Dżucze, a ją samą nazywa „niestrawną mieszanką banałów”.Przytacza wyjątek z pism Kim Ir Sena, stanowiący podstawowy wykład tej doktryny:

Ustanowienie podmiotu/Dżucze oznacza zbliżanie się do rewolucji i konstrukcji w postawie pana. Ponieważ masy są panami rewolucji i konstrukcji, muszą przyjąć postawę pana w odniesieniu do rewolucji i konstrukcji. Postawa pana wyraża się w pozycji niezależnej i pozycji twórczej. Rewolucja i konstrukcja to przedsięwzięcia […], które masy same muszą wziąć na swoje barki.

Myers jest przekonany, w przeciwieństwie do większości badaczy tematu, o fasadowości myśli Dżucze. Jest zdania, że chociaż w samej Korei traktowana jest ona jako jedna z podstawowych zasad kierowania państwem, to nie odgrywa w tym procesie żadnej roli. Więcej, pewne koncepty w niej zawarte – jak choćby cytowany sąd, że „rewolucja i konstrukcja to przedsięwzięcia […], które masy same muszą wziąć na swoje barki” – są całkowicie niezgodne z praktyką polityczną władz: „jej główna idea panowania mas nad swoim losem kłóci się z uświęconą ideą wyjątkowo podatnej na zranienie dziecięcej rasy, znajdującej się pod czułą opieka Wodza”. Jedyną racją istnienia Dżucze jest – wedle Myersa – przekonanie narodu, że Kim Ir Sen jest nie tylko wielkim przywódcą, lecz także wielkim myślicielem.

W książce znajdziemy jeszcze wiele – obok wymienionych powyżej – prowokujących do dyskusji tez dotyczących północnokoreańskiego reżimu. Dodatkowym jej atutem są wspomniane liczne reprodukcje propagandowej sztuki koreańskiej, które stanowią doskonałe uzupełnienie tekstu. Wszystko to czyni z „Najczystszej rasy” pozycję obowiązkową dla tych, którzy interesują się specyfiką azjatyckich komunizmów.

Autor: Robert Jurszo. Tekst pierwotnie ukazał się na stronie publica.pl

***
Brian Reynolds Myers, Najczystsza rasa. Propaganda Korei Północnej, przeł. Bartosz Hlebowicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011.