Drapacze chmur, hotele, stadion mają umocnić północnokoreański naród w przekonaniu, że reżim trzyma się mocno. Pod stojącym na wzgórzu Musan spiżowym posągiem twórcy reżimu Kim Ir Sena tysiące żołnierzy, policjantów i cywili pracują dzień i noc wznosząc nowoczesne osiedle. Poza kilkoma chińskimi koparkami i japońskim spychaczem nie widać zmechanizowanego sprzętu. Budowniczowie mają tylko taczki i łopaty.
Do pracy zagrzewają ich hasła: „Spływając potem lojalności!”, „Szybciej!”, „Wyżej!”. Na plakatach robotnicy w mundurkach (podobnych do chińskich z czasów Mao) ściskają kielnie w kształcie karabinu. Terminy gonią bo, w niedzielę Korea Północna obchodzi setną rocznicę urodzin Kim Ir Sena uważanego za ojca narodu i – podobnie jak zmarły w grudniu jego syn Kim Dzong Il – otoczonego boskim kultem.
Rocznica ma szczególne znaczenie. Koreańczykom obiecywano bowiem, że w 2012 r. kraj stanie się „silny i zamożny”. Poświęcali się, zaciskali pasa, głodowali i posłusznie czekali. Reżim szykuje więc start rakiety ze sztucznym satelitą (Korea mówi o pokojowym „badaniu kosmosu”, a świat obawia się, czy nie chodzi o program atomowy), widowiskowe obchody rocznicy oraz nieco zmodernizowaną stolicę. Oddano też do użytku największą elektrownię w kraju.
Dla nowego przywódcy, niespełna 30-letniego Kim Dzong una, stawką jest ugruntowanie jego pozycji w partii i kraju. W grudniu przejął schedę po Kim Dzong Ilu i musi przekonać do siebie generałów i działaczy partyjnych.
Budownictwo to najtańsza rzecz, jaką może zrobić rząd ubogiego kraju – mówi amerykański znawca Korei Północnej Hazel Smith. – Efekty są widoczne od razu.
Niespotykaną od lat gorączkę budowlaną opisała AP – pierwsza zachodnia agencja informacyjna, która w tym roku otworzyła placówkę w Pjongjangu. „Plac budowy przypomina obiekt wojskowy – donosi agencja. – Dominuje kolor zielony, jest dużo ogrodzeń i liczne kontrole. Widać też transparenty z nowymi rekordami przodowników pracy”. Korea Północna chce być nowoczesna, ale nadal w swoim unikalnym stylu. Reżimowe media nazywają budowlanych młodymi bohaterami i żołnierzami-robotnikami. Za przykład stawiają im odbudowę stolicy po wojnie koreańskiej (1951-1953).
Kto zamieszka w nowym osiedlu u podnóża wzgórza Musan? Prawdopodobnie ludzie bliscy rządzącej rodzinie. Ma tam powstać 3 tys. nowoczesnych mieszkań, centrum handlowe, szkoły i teatr. Niewykluczone zresztą, że to atrapa. Po obchodach osiedle – jak wcześniej wiele innych pokazowych budowli – popadnie w ruinę.
Z okazji obchodów Pjongjang zyska też nowy stadion, teatr i halę ludową. No i od ubiegłego roku przestał straszyć niedokończony 105-piętrowy hotel Riugiong o kształcie piramidy, według magazynu „Esquire” najbrzydszy budynek świata. Jego budowę, przerwaną w 1993 r. z braku środków, dokończył egipski Orascom.
Budowlane ożywienie zaczęło się w Pjongjangu cztery lata temu, jeszcze za życia Kim Dżong Ila. Była to część jego planu rodzinnej sukcesji. Dyktator długo z tym zwlekał, ale w 2008 r. przeżył wylew, który przyspieszył decyzję o wyborze następcy – najmłodszego syna, wtedy 22 – lub 23-letniego Kim Dzong una. Za sprawą wspaniałych budowli młodzieniec miał zyskać przychylność armii i aparatu.
Podobnie uczynił w przeszłości ojciec Kim Dżong Ila, Kim Ir sen. To z jego inicjatywy w latach 1979-1982 sztab przygotowawczy złożony z największych marksistowskich myślicieli KRLD i najlepszych architektów stworzył makietę wspaniałej stolicy pełnej monumentalnych budowli w stylu radzieckim. Wśród nich jest największy łuk triumfalny na świecie, pomnik idei Dżucze (państwowa doktryna samowystarczalności Korei), wieża Dżucze, a także pałac dzieci Magyongdaye będący wielkim domem kultury na sztucznej wyspie oraz imponujący stadion, na którym odbywają się prywatne przedstawienia dla przywódcy, a także masowe uroczystości. Po rozpadzie ZSRR, który dostarczał Korei taniej ropy i technologii, budowy w Pjongjangu stanęły na wiele lat. Niedoinwestowana infrastruktura zaczęła się sypać, a reżim skupił się na przetrwaniu. Kim Dzong Il ogłosił politykę songun – priorytetu wydatków na obronę kraju, któremu ma rzekomo grozić atak ze strony USA. Największe środki wydano na budowę broni atomowej. W efekcie na Koreę Północną, która w latach 60. była bardziej uprzemysłowiona od Południowej, spadła klęska głodu. Pochłonęła nawet milion ofiar, a świat dowiedział się o niej z kilkuletnim opóźnieniem.
Pjongjang liczy dziś trzy i pół miliona mieszkańców absolutnie lojalnych wobec reżimu. Samych zdrowych i pięknych, bo w stolicy nie mogą np. mieszkać niepełnosprawni, którzy mogliby popsuli jej obraz.

Źródło: wyborcza.pl