W latach 1953-2003 północnokoreański reżim dopuścił się według władz w Seulu 420 tysięcy aktów terroru przeciwko Korei Południowej. Dawny przywódca KRLD Kim Ir Sen i jego syn Kim Dzong Il chcieli przejąć władzę w południowej części półwyspu za pomocą metod terrorystycznych.
Stosowano metody takie jak:porwania Koreańczyków z południa, Japończyków lub Tajów którzy mieli uczyć północnokoreańskich szpiegów kultury swoich krajów i języka.Dzięki takim działaniom agenci Kim Ir Sena mogli się podawać za obcokrajowców i dokonywać sabotażów na południowokoreańskie cele.
Usiłowano też niejednokrotnie zabić prezydentów Republiki Korei, aby spowodować chaos na południu półwyspu.W tym artykule chciałbym przedstawić niektóre akty terroru których dopuścił się reżim Kim Ir Sena na całym świecie
Porwania-W latach 1955-2001 agenci KRLD porwali ponad 3000 Koreańczyków z południa.Ponad 400 z nich nie powróciło do domów.W 2002 roku przywódca Korei Północnej przyznał, że w latach 1977-1983 agenci północnokoreańscy porwali 13 obywateli Japonii.Za ten czyn przeprosił Japonię i zwrócił pozostałych przy życiu 5 Japończyków.Porwane osoby zmuszano do uczenia przyszłych szpiegów kultury i języka swoich ojczystych krajów.Dzięki tym umiejętnością agenci mogli udawać Japończyków lub Tajów i dokonywać aktów sabotażu przeciwko Korei Południowej.
Zamachy na prezydentów-W 1968 roku oddział 31 północnokoreańskich komandosów przekroczył strefę zdemilitaryzowaną w południowokoreańskich mundurach.Ich celem miał być błękitny dom w którym przebywał prezydent Korei Południowej Park Chung-hee. Jednak dywersanci zostali otoczeni i zgładzeni przez wojsko i straż prezydencką.
W 1974 roku północnokoreański agent imieniem Mun Segwang usiłował zastrzelić prezydenta Parka w teatrze narodowym w Seulu jednak strzały zabiły żonę prezydenta.Agent został szybko schwytany i stracony.
W 1983 roku w Rangunie stolicy Birmy północnokoreańscy agenci podłożyli bombę która miała zabić przebywającego z wizytą w tym kraju prezydenta Chun Doo-hwana. Bomba zabiła 17 południowokoreańskich dyplomatów jednak prezydentowi udało się przeżyć gdyż nie było go w miejscu zamachu.