źródło obrazka: brecorder.com

Tytuł niniejszego artykułu nie powinien nikogo dziwić. Jednak jego adekwatność do obecnej sytuacji jest „nieco” spóźniona. Aby zrozumieć odnowione animozje między sąsiadami należy najpierw przytoczyć trochę faktów historycznych.

W 1905 i 1907 roku podpisane zostały dwa dokumenty, które trwale zmieniły sytuację wewnętrzną w Korei (ówcześnie jeszcze niepodzielonej). W 1905 roku z Tokio do Seulu przybył zręczny japoński polityk Itō Hirobuni i podpisał pierwszy traktat, na mocy którego Japonia przejęła pieczę nad polityką zagraniczną Korei. Dwa lata później wszedł w życie kolejny dokument, zakładający wprowadzenie do koreańskich ministerstw japońskich wiceministrów oraz ustanawiający zakaz publikacji jakichkolwiek antyjapońskich dzieł czy dokumentów. Partyzanckie działania mieszkańców Półwyspu Koreańskiego, które rozpoczęły się w związku z panującą w kraju sytuacją, trwały do 1915 roku, czyli aż pięć lat po formalnej aneksji państwa przez Japonię.

 

W latach 1910-1945 Korea znajdowała się w niewoli Japończyków, których działania można porównać do tych stosowanych przez ZSRR wobec Polski po 1945 roku. W latach 1941-1945 cenzura japońska przybrała najbardziej radykalną formę, a taka sytuacja uwarunkowana byłą udziałem Japończyków w wojnie na Pacyfiku. Po kapitulacji Japonii i odzyskaniu niepodległości przez Koreę, po 35 latach możliwe było odrodzenie się zarówno społeczeństwa jak i niezależnej prasy.

A jaki są stosunki między tymi państwami dziś? W środę 18 września japoński główny sekretarz rządu Yoshihide Suga powiedział, że KRLD powinna najpierw wdrożyć decyzje (m.in. wyzbycie się programu nuklearnego i broni atomowej), na które zgodziła się w celu denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, aby następnie doprowadzić do rozpoczęcia zawieszonych rozmów sześciostronnych. Jednak odzew ze strony Korei Północnej był przewidywalny – pierwszy wiceminister spraw zagranicznych Kim Kye Gwan, stwierdził przebywając z wizytą w Pekinie, że owszem, należy wznowić dialog, ale bez żadnych wstępnych warunków dla Pjongjangu.

Z kolei dzisiaj Rodong Sinmun (oficjalna gazeta Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei) podała, że „przyszłość Japonii zależy od tego, czy wyraża ona chęć na rozstrzygnięcie swojej przeszłości, a nie dążenie do bycia militarnym gigantem”. W czwartkowym wydaniu północnokoreańskiej gazety można odnaleźć treści budzące u Koreańczyków animozje z przeszłości. Na łamach czasopisma występuje bowiem przesłanie, z którego wynika, że ten kto dopuścił się zbrodni (tj. Japonia) powinien przeprosić i dopełnić reparacji (naturalnie wobec Korei Północnej). Rodong Sinmun zaznacza, że pomimo 68 lat „od zwycięstwa nad japońskimi imperialistami” w kraju kwitnącej wiśni występuje tendencja do politycznego „skręcania w prawo” i militaryzacji – a to, według gazety, wciąż nie jest właściwe jeżeli spojrzymy na historię Japonii.

Można by się długo rozwodzić nad stosunkami koreańsko-japońskimi i roszczeniami wyrażonymi w propagandowej tubie reżimu, ale KRLD praktycznie od zawsze stawiała Japonię w złym świetle i wytyka jej zbrodnie popełnione kilkadziesiąt lat temu. Warto zauważyć, że pomiędzy omawianymi państwami jest dużo wrogości. Poprzez kryzys atomowy nastąpił impas w takich kwestiach, jak wyjaśnienie sprawy uprowadzonych obywateli Japonii, pomoc finansowa i humanitarna dla reżimu oraz reparacje za okupację w latach 1910-1945. Rok 2003 był szczególnie niedobry w stosunkach bilateralnych, gdyż Japonia wysunęła możliwość ataku uprzedzającego na cele wojskowe w KRLD, a w kwietniu tego samego roku Tokio wprowadziło ustawy, które zakładały możliwość wstrzymania przelewów bankowych z Japonii do Korei Północnej. Ciężko więc będzie o przyjazne stosunki, chyba że obie strony wyrażą dobrą wolę i zasiądą do sześciostronnego dialogu.

 

Artykuł powstał na podstawie informacji z pracy dyplomowej autora i artykułów na portalach kcna.kp oraz news.xinhua.com, autor: Edgar Czop