Podczas oglądania Mass Games odbywających się na Stadionie im. 1 Maja w Pjongjangu możemy wywnioskować, że państwo czerpie ciągłe owoce. Świeżo wyklute jajka z zadbanych kur symbolizują dobrobyt i niezachwianą pracę kołchozów. Wielość osób oznacza siłę i efektywność systemu socjalistycznego – w końcu nie powstałyby tak piękne obrazy, gdyby nie praca zbiorowa. Przechodzimy na prowincję. Czy ktokolwiek w KRLD ma HIV? Po zadaniu przewodnikowi pytania, jakie procedury są czynione, gdy ktoś zachoruje, odpowiedź jest jedna – żadne. W końcu nie cierpiał na to w tym kraju jeszcze żaden człowiek. Czy ktokolwiek zarzucał niedostępność wielu podstawowych produktów spożywczych? Kpina, wchodzimy przecież do sklepu wypełnionego po brzegi wszelkiego rodzaju towarami. Skąd więc taka zła opinia o Korei Północnej? Według przewodników to tylko i wyłącznie rezultat amerykańskiej propagandy.

screen_1

Wielka, „ludzka” flaga zbudowana z pojedynczych kartonów w trakcie Mass Games.

Francuz otwarcie zadaje porusza tematy tabu. Te przewodnicy umiejętnie jednak odpierają. Kiedy stanowczo pyta, czy każdy Koreańczyk ma wstęp do hotelu, w którym aktualnie się znajdują, ci odpowiadają, że owszem, ale jeśli posiada zagraniczną walutę. Piloci pasują zaś przy pytaniu o średnią płacę miesięczną, która wynosi sto euro. Chociaż po chwili dodają, że KRLD jest mimo wszystko dobrze zorganizowanym państwem socjalistycznym, gdzie mieszkańcy są zwolnieni z wszelkich podatków i część produktów mają za darmo. Stąd takie, a nie inne wynagrodzenie.

Dla wszystkich prywatnych reportaży z KRLD charakterystyczna jest gra pozorów, która wytwarza się między podróżującymi a przewodnikami. Ci pierwsi udają, że mają absolutną świadomość, że Korea stanowi raj, któremu co najwyżej przeczy jedynie propaganda amerykańska. Wiedzą ponadto, że czegokolwiek nie powiedzą na temat rzekomego dobrobytu, obcokrajowcy i tak znają faktyczny stan gospodarki północnokoreańskiej. Turyści wobec tego rzadko czemukolwiek zaprzeczają, żeby nie wprowadzać niepotrzebnego zakłopotania. Relacja między dwiema grupami przypomina cichą, niezagłuszoną solidarność. Jak jednak wyżej wspomniałem, zdarzają się wyjątki blokujące całą harmonię. W jednym z podobnych reportaży pewna grupa postanowiła sprawić prezent żyjącemu wówczas Kim Jong-ilowi, którym okazała się… szufla piekarska. To stąd, że ten ponoć lubił pizzę, więc turyści postanowili mu o tym najwyraźniej przypomnieć. Nie trzeba dodawać, kto musiał wręczać prezent. Można wobec tego wywnioskować, że nasi Francuzi zachowują się bardzo w porządku w stosunku do swoich przewodników.

screen_two

Podróżnicy mają tradycyjny harmonogram wycieczki, który widzieliśmy już w poprzednich odcinkach. Rzucone jest jednak światło na kwestię religijną w KRLD, czego do tej pory brakowało w reportażach. Turyści mają okazję wejść na mszę do jednego z kościołów. Ta trwa zaledwie dwadzieścia minut. Przedsięwzięcie wygląda na idealnie zaplanowane, po czym po jego zakończeniu wszyscy momentalnie wychodzą z budynku. Ponadto, według lektora, ksiądz okazuje się zaledwie jednym z pracowników partii. Później Francuzi odwiedzają jedną z propagandowych, wystylizowanych wiosek. W oczy przez cały czas rzuca się ogólna bieda, której nie przykrywa nawet wyselekcjonowana prowincja – w domku mającym za zadanie zaledwie indoktrynować obcokrajowców nie ujrzymy nawet komputera czy porządnego telewizora, a… maszynę do szycia.

Film ten na tle dotychczas analizowanych wypada w moim uznaniu najlepiej. Postać przodująca to tak naprawdę aktor, Diego Bunuel, który potrafi nas nie tylko zmusić do refleksji w obliczu ostatniego bastionu komunizmu, ale także niejednokrotnie rozbawić, co – bądźmy szczerzy – w panujących warunkach stanowi nie lada wyzwanie. Dokument jest krótki, a przy tym zawiera dużo istotnych i interesujących informacji. Jak najbardziej polecam.

Nie mówcie mojej mamie, że jestem w Korei Północnej

#Klatka logo

Co to #Klatka?

Autor logo: Nec design. (fanpage)