Z jednej strony masakra w redakcji satyrycznego czasopisma „Charlie Hebdo” z 7 stycznia 2015 roku oraz zamachy we Francji 13 listopada 2015 roku były prawdziwym wstrząsem dla Francuzów. Część społeczeństwa polskiego uważa, że muzułmanie muszą brać odpowiedzialność za ekstremizm i te zamachy. Z drugiej strony, państwa w Europie mają przyjąć dużą liczbę uchodźców (120 tys. osób) głównie z Syrii (m. in. z tzw. „Państwa Islamskiego”). Coraz częściej słychać głosy, że kraje europejskie nie powinny przyjmować  uchodźców, ponieważ część z nich może być terrorystami. Jednak część społeczeństwa zgadza się, aby przyjąć uchodźców, którzy są w potrzebie. Łatwo jest też w takiej sytuacji przyjąć, że będą miały miejsce kolejne zamachy. Dlatego panika pośród społeczeństw europejskich może niestety jeszcze się zwiększyć.

Jedno z pytań, które powstało razem z tematem uchodźców jest następujące: jak przyjąć uchodźców? Jak kontrolować ten napływ ludności? Osobiście uważam, że jedno z tych rozwiązań (może nie najlepsze, ale realne) jest rozwiązanie koreańskie w sprawie  uchodźców z Korei Północnej, którzy uciekają do Korei Południowej.

Po pierwsze kiedy ci uchodźcy (Według państwowego instytutu ds. zjednoczenia –통일연구원 / Tongilyongguwon, z dnia 10 lipca 2015 roku, Korea Południowa przyjęła 28123 uchodźców z Korei Północnej) przyjeżdżają do Korei Południowej, zazwyczaj (poza wybranymi elitami z Korei Północnej) trafiają do zamkniętego obozu, gdzie przez miesiąc zostają przesłuchani. Władze południowokoreańskie chcą tym sposobem upewnić się, że nie mają do czynienia z północnokoreańskimi szpiegami, ani z chińczykami, którzy są z pochodzenia Koreańczykami.

Następnie zostają wysłani do kolejnych ośrodków zamkniętych. Najbardziej znanym jest ośrodek Hanawon (po koreańsku „Dom Zjednoczenia”), gdzie mieszkają tymczasowo uchodźcy z Korei Północnej (zazwyczaj wyłącznie kobiety i dzieci). Ośrodek ten został otwarty w 1999 roku. W lipcu 2015 roku dzięki uprzejmości władz południowokoreańskich miałem okazję odwiedzić to miejsce. Leży ono na południu od Seulu. Władze południowokoreańskie wybudowały nowe ośrodki w kraju, ale w sumie te wszystkie ośrodki mogą przyjąć 2 tysiące osób.  Uchodźcy uczą się tam, zdobywają nowe kwalifikacje, korzystają z porad psychologicznych, leczą się (w Hanawonie istnieje duży ośrodek stomatologiczny), poznają różnice językowe między Koreańskim z Północy i z Południa. Znajdują się tam także sale przeznaczone do modlitwy. Inne ośrodki mają podobną strukturę do Hanawonu. Istnieje też szkoła podstawowa dla młodych uchodźców z Korei Północnej.

Polska (a raczej niektóre „pseudo-elity” polskie), która nie chce przyjąć uchodźców mogłaby korzystać z rozdawanych funduszów europejskich. Mogłaby wybudować ośrodki dla uchodźców, które w długiej perspektywie mogłyby być wykorzystane w innych celach (część infrastruktury niemieckiej z lat 30tych w Polsce została wykorzystana aby przyjąć sieroty z Korei Północnej w latach 50tych). Niestety budowa tych wszystkich ośrodków zajmie dużo czasu (szacunkowo rok, by zajęło wybudowanie jednego ośrodka, liczę tutaj, że te ośrodki będą równolegle w całej Polsce).

Jak korzystać z południowokoreańskiego doświadczenia?

Moglibyśmy korzystać z doświadczenia osób, które pracowały w ośrodkach południowokoreańskich (np. dowiadując się jak są przyprowadzane rozmowy z uchodźcami, jakie pytania im się zadaje, jak sprawdzić czy ci uchodźcy nie kłamią, itp.).  Możemy także korzystać z doświadczenia w sprawach zdrowotnych (jak właściwie leczyć uchodźcy). Niestety wiadomo, że uchodźcy mogą być źródłem niezliczonych chorób. Wymagają oni badań, kontroli. Zatrudnieni muszą też być lekarze-stomatolodzy, ponieważ na przykład uchodźcy z Korei Północnej mają przeogromne problemy z uzębieniem. W ich przypadku bardzo drobiazgowo sprawdzają także tożsamość . Kim oni są? Skąd pochodzą w Korei Północnej? Następnie może też powinniśmy bardzo dokładnie sprawdzić uchodźców z Syrii używając na przykład zestawu pytań i metod sprawdzenia informacji stosowanych przez służby bezpieczeństwa Korei Południowej. Chciałbym podkreślić, że ponieważ mamy dobre stosunki z władzami południowokoreańskimi i dobrych dyplomatów w Seulu i Warszawie (po stronie południowokoreańskiej), informację dotyczące tych procedur może będą mogły być uzyskane. W dłuższej perspektywie, polskie doświadczenie w sprawach uchodźców  (tutaj prezentacja na temat uchodźców Korei Północnej w Europie Środkowej) syryjskich może nawet okazać się przydatne dla władz południowokoreańskich w przypadku  północnokoreańskich uchodźców.  

Problem niestety nie polega na tym, by przygotować tych uchodźców do życia w Polsce, ale przede wszystkim aby mogli się dostosować do polskiej rzeczywistości. Tutaj z przykrością muszę przyznać i zauważyć, że integracja Koreańczyków z Północy w Korei Południowej jest niestety nieudana. Nie chcę obwiniać władz południowokoreańskich za całą sytuację. Uważam, że to wynika z wielu czynników. Koreańczycy z Południa traktują uchodzców z Korei Północnej jako obywateli  drugiej kategorii (dotyczy to także inni obcokrajowcy).

Aby „polepszyć” obraz Koreańczyka z Północy (dotyczy to również chińczyków pochodzenia Koreańskiego, tzw. Chosonjok), władze południowokoreańskie uruchomiły liczne programy społeczne. Jeden z nich jest audycją w telewizji pod tytułem 이제 만나러 갑니다 – Ijae mannareo kamnida (tytuł po polsku brzmi „Teraz idę na spotkanie z Tobą”). W trakcie tej audycji, uchodźcy Korei Północnej opowiadają o ich życiu w Korei Północnej i o ich trudnych doświadczeniach życiowych w Korei Południowej. Tematy programu są różnorodne, np. operacje plastyczne w Korei Północnej, podryw a la moda Pjongjangu itp.

Można, więc wywnioskować, że Polska telewizja (tylko czy to będzie możliwe biorąc pod uwagę aktualną władzę oraz budżet telewizji publicznej) powinna również stworzyć zestaw programów, które miałyby na celu zbliżyć polskie społeczeństwo do uchodźców (i innych mniejszość społecznych). Idąc dalej takie programy mogłyby dotyczyć nie tylko przyszłej mniejszości Syryjskiej, ale również innych mniejszości (na przykład mniejszość Wietnamskiej, Ukraińskiej lub Białoruskiej). Niestety to wszystko kosztuje. Polska nie posiada niestety takich niezbędnych sum, dzięki którymi mogła by być gotowa przyjąć taką liczbę uchodźców.

Z drugiej strony, Korea Południowa, która zaczęła inwestować w integrację Koreańczyków z Północy w 1999 roku była biedniejsza niż teraz. Jednakże środki się znalazły. My niestety w Polsce nie mamy środków, ale mamy coś innego, a raczej dostęp do czegoś innego: fundusze europejskie i gwarancje, że Unia będzie nas wspierać finansowo. Czy nie jest to, więc pierwszy krok, aby przygotować integrację uchodźców? Sądzę że tak.

Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu polska-azja.pl.