Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w niedalekiej przeszłości oświadczył, że z jednej strony pozostaje on w pełnej gotowości do podjęcia działań mających na celu rozwiązanie trapiącego społeczność międzynarodową problemu Korei Północnej, nawet wówczas, gdyby niniejsze działanie musiało przybrać charakter jednostronny. Z drugiej zaś, podkreślił, iż osobiste spotkanie z Kim Dzong–unem, przywódcą Korei Północnej i zwierzchnikiem armii tegoż państwa, stanowiło by dla niego zaszczyt.

Z uwagi na wyraźny brak racjonalności towarzyszący decyzjom oraz postawom obydwu przywódców, perspektywa rozpoczęcia konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim kreśli się nad wyraz prawdopodobną. Warto jednakże zaznaczyć, iż rozpoczęcie działań wojennych z największą gospodarką świata, mogłoby postawić Koreę Północną przed wieloma trudnościami, znacznie niwelując jej potencjał.

Na wstępie, należy zaznaczyć kwestię Koreańskiej Armii Ludowej. Mianowicie, pomimo, że jest ona czwartą pod względem liczebności armią na świecie, perspektywa lojalności jej żołnierzy wobec przywódcy w sytuacji rozpoczęcia konfliktu zbrojnego, pozostaje wciąż niejasna.

Kolejną niewiadomą w przypadku działań wojennych jest stanowisko, jakie wobec niniejszych zajmą chińscy decydenci. Choć Pekinowi towarzyszy daleko idąca świadomość mnogości problemów zdeterminowanych brakiem dostępu do instalacji jądrowych Korei Północnej, w tym przede wszystkim bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, fakt ten zdaje się tylko potęgować dylemat w decyzyjności Chin. Triumf Stanów Zjednoczonych w potencjalnej wojnie amerykańsko – północnokoreańskiej bowiem wyraźnie wpłynąłby na osłabienie pozycji Chin w Azji. Konserwatywne przywództwo w Pekinie zaś, na taki rozwój wydarzeń zdecydowanie nie może sobie pozwolić.

Ponadto, istotnym aspektem w analizie omawianych scenariuszy jest również mnogość groźnych konsekwencji, jakie potencjalne działania wojenne mogą wywołać w regionie. W szczególności winno zwrócić się uwagę na sojuszniczą Stanom Zjednoczonym, Koreę Południową. Ewentualny konflikt zbrojny wygenerowałoby niebywale duże koszty związane z jej odbudową, co z pewnością nie leży w interesie seulskich decydentów i nowym prezydentem Korei Południowej Mun Jae-in. Pojawia się zatem istotne pytanie dotyczące strony odpowiedzialnej za spłacenie wyrządzonych szkód humanitarnych i inwestycyjnych w przypadku bezpośredniego starcia na linii USA – Korea Północna?

Niewiadome nie dotyczą jednakże tylko zasad potencjalnego konfliktu, ale także postawy, jaką może przyjąć armia północnokoreańska. Z jednej strony, nie jesteśmy w stanie określić liczebności oraz skuteczności działania północnokoreańskiego sprzętu wojskowego. Jednocześnie nie jesteśmy w stanie uwzględnić ukierunkowania tajnego programu prac związanego z rozbudową armii, w tym chociażby celowości wzmożonej budowy sztucznych wysp. Z drugiej zaś, pomimo nieudanych w ostatnim czasie prób rakiet balistycznych. należy nieustannie pamiętać o charakterystycznej dla północnokoreańskiego przywódcy ambicji w realizacji planów. W ewentualnych działań wojennych istotnym pozostaje również brak wiedzy odnośnie do rodzaju broni, jaka wykorzystana zostanie przez Koreańską Armie Ludową. Mianowicie, czy będzie to broń jądrowa, czy też rakiety balistyczne. Według Instytutu ds. Bezpieczeństwa Międzynarodowego w Waszyngtonie, Korea Północna posiada 4 głowice jądrowe, a w związku z dalszą rozbudową potencjału jądrowego, ma miejsce produkcja uranu i plutonu. Dodatkowo jest ona w posiadaniu szeregu rakiet balistycznych o różnym zasięgu. Co więcej, nad wyraz ważną kreśli się wielość spekulacji związanych z rozwojem programu budowy okrętów podwodnych, zdolnych do przetransportowania więcej niż jednej rakiety balistycznej.

Warto także odnieść się do szerokiego spektrum prowadzonych przez amerykańskie i południowokoreańskie siły zbrojne wspólnych ćwiczeń w ostatnim czasie, zwanych jako Foal Eagle 2016. Są one bowiem częścią dwutorowej polityki Waszyngtonu. Z jednej strony, działania te mają wymiar propagandowy, gdyż Donald Trump nieustannie dąży do przełamania oraz zmiany budzącego wiele zastrzeżeń wizerunku, zarówno wewnątrz kraju, jak też na arenie międzynarodowej. Niniejsze wyrażone są głównie poprzez angaż w działania wojskowe i dyplomatyczne na Dalekim Wschodzie Azji i stanowią o tyle istotny aspekt polityki prezydenta USA, że będąc skierowanymi do społeczeństwa amerykańskiego, dla którego siły zbrojne są jednym z wyznaczników statusu Stanów Zjednoczonych, jako światowego mocarstwa, są wyraźnym sygnałem przejawu potęgi ich państwa. Z drugiej strony władze w Waszyngtonie, poprzez rosnące zdolności militarne, bardzo wyraźnie zarysowują zasięg swoich wpływów, kształtując w ten sposób jasny przekaz państwom sąsiadującym z Koreą Północną – Chinom, Rosji oraz Japonii. Co istotne, konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną jawi się nad wyraz korzystnie dla władz amerykańskich, bowiem terytorium USA w przypadku wojny pozostanie ominięte. O takim scenariuszu jednakże nie możemy mówić w kontekście Korei Południowej, która w przypadku działań zbrojnych stanie się bezpośrednią ofiarą chorych ambicji amerykańskiego przywódcy . Warto także zwrócić uwagę, na brak obojętności ze strony Rosji, wobec obecnej sytuacji na Półwyspie Koreańskim. W kwietniu br. do południowokoreańskiego portu w Pusanie dotarł “Wariag” – okręt flagowy Floty Oceanu Spokojnego.

Nicolas Levi