W ostatnich miesiącach skala napięć na Półwyspie Koreańskim nabrała szalonego tempa. Władze Pjongjangu w obawie przed atakiem amerykańskim pomnożyły demonstrację swoich sił pomimo nałożonych kolejnych sankcji. Ile dzieli nas od wojny na Półwyspie Koreańskim?

Mimo ostatnich prób jądrowych i termojądrowych władz północnokoreańskich sposób retoryki władz amerykańskich nie zmienił się diametralnie. W mniejszym lub większym stopniu, Korea Północna od zawsze była rozpatrywana jako zagrożenie dla pokoju w Azji Wschodniej, czy to za czasów Busha Jr, Obamy czy Trumpa. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy Donald Trump objął stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych po wygranej w wyborach w listopadzie 2016 roku. Żaden z poprzednich przywódców amerykańskich nie używał Półwyspu Koreańskiego jako instrumentu dominacji w Azji Wschodniej w tak rażący sposób.

 

Władze Chin nie chcą oczywiście doprowadzić do hegemonii amerykańskiej w Azji Wschodniej, dlatego Pekin stara się z ogromną dokładnością przestrzegać sankcji nałożonych na Koreę Północną, jak również chce dać przykład innym państwom, jeśli chodzi o przestrzeganie nałożonych sankcji. Sankcje wynikają między innymi z rezolucji 2375 z 27 września 2017 o ograniczeniu dostawy ropy naftowej do Korei Północnej, zakazują one otwierania rachunków bankowych w Chinach przez obywateli Korei Północnej oraz nakazują bezwzględne zamknięcie przedsiębiorstw północnokoreańskich w Chinach do 1 lutego 2018 roku. Wyjątkiem mają być spółki o celach charytatywnych i fundacje (jako ciekawostkę dodam, że w Polsce również funkcjonują spółki założone przez Koreańczyków z Północy). Jest to nowy rodzaj polityki władz chińskich wobec spraw północnokoreańskich, gdyż do ubiegłego roku władze chińskie publicznie dążyły do uspokojenia sytuacji w Azji Wschodniej, natomiast od 2017 roku otwarcie mówią o nowych sankcjach przeciwko Korei Północnej. Zachowanie władz chińskich może wynikać z faktu, że każda próba bomby północnokoreańskiej może mieć negatywne skutki dla Chin, a promieniowanie takiej bomby może bezpośrednio dotknąć chińskie terytoria graniczne. Nieprzypadkowo więc też, w ostatnich dniach kierują się dywizji czołgów chińskich w stronie granicy z Koreą Północną.

 

Dlaczego Donald Trump jest więc taki zawzięty, jeśli chodzi o sprawy na Półwyspie Koreańskim? Strategia objęta przez przywódcę amerykańskiego wynika prawdopodobnie z następujących przyczyn. Po pierwsze, Donald Trump chce dążyć do tego, aby Stany Zjednoczone stały się niekwestionowanym liderem geopolitycznym w Azji Wschodniej. Przy relatywnej bierności politycznej władz chińskich, jest coraz bliżej osiągnięcia swojego celu. Po drugie, chce odbudować swój wizerunek. Niestety, Trump ma najsłabsze poparcie wśród obywateli Stanów Zjednoczonych z pośród ostatnich prezydentów amerykańskich, co może być częściowo przyczyną agresywnej retoryki prezydenta amerykańskiego. Warto również przypomnieć, że Donald Trump chcę likwidacji umowy o bezcłowym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreę Południową.

Powrót do negocjacji jest niemożliwy, szczególnie po ostatniej eskalacji werbalnej pomiędzy przywódcami amerykańskimi i północnokoreańskimi. Nie będzie łatwo wrócić do sześciostronnych rozmów mających na celu zakończenie programu jądrowego Korei Północnej lub przynajmniej jego wstrzymaniu. Elity północnokoreańskie doskonale sobie zdają sprawę, że ich program jądrowy jest ich zabezpieczeniem. Mają w pamięci przykład Ukrainy i Libii, które po tym jak zrezygnowały z programów jądrowych zostały zaatakowane przez zagraniczne państwa, a mianowicie Rosje i Stany Zjednoczone. Bardziej realnym działaniem jest cierpliwość strategiczna mająca na celu uspokojenie władz północnokoreańskich. Gdyby udało się doprowadzić do uspokojenia sytuacji moglibyśmy spokojnie czekać na zmianę przywódców w Korei Północnej, którzy nie będą dążyć do destabilizacji geopolitycznej na Półwyspie Koreańskim lub próbować znaleźć jakiegokolwiek inne rozwiązanie. Niestety póki co nie możemy mówić o stabilizacji sytuacji, na Półwyspie Koreańskim występuje coraz większe napięcie, a głównym celem armii północnokoreańskiej nie jest Korea Południowa, a armia amerykańska.

Uważam, że pewnym punktem strategii północnokoreańskiej będą igrzyska w Pjongjangu w 2018 roku. Prawdopodobnie dojdzie do nowych prowokacji ze strony władz północnokoreańskich, które będą miały na celu udowodnienie, że żadne państwo i żadne wydarzenie nie jest w stanie przeciwdziałać działaniom przywództwa północnokoreańskiego. Drugi scenariusz zakłada, że władze północnokoreańskie, będą o tyle łaskawe, że kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk ogłoszą przerwę w bitwie, sądząc, że ci którzy mieli się wycofać z igrzysk, zrobili by to od dawna.

Ostatnie próby jądrowe i termojądrowe udowadniają jedno – Kim Dzong-un nie boi się żadnych rezolucji. Nawet najnowszej, zakazującej importu wyrobów tekstylnych z Korei Północnej, które przyniosły władzom północnokoreańskim dochody rzędu 800 milionów dolarów. Kim Dzong-un boi się, że władze amerykańskie chcą niespodziewanie zaatakować Koreę Północną i przeprowadzić wojnę, która pomogłaby w realizacji celów Donalda Trumpa. Dlatego więc próby rakiet i bomb przeprowadzone przez władze północnokoreańskie mają być też według mnie pewnego rodzaju ćwiczeniami w razie ataku amerykańskiego. Patrząc z innej perspektywy, próby rakiet i bomb północnokoreańskich nie zostały podjęte na ostatnią chwilę, gdyż wymagają paru miesięcy przygotowań, szczególnie przy próbach bomb termojądrowych. Co by oznaczało, że Kim Dzong-un chciał przetestować swoje możliwości, jeszcze zanim Donald Trump rozpoczął wojnę werbalną z Koreą Północną w połowie 2017 roku.

Kto najbardziej ucierpi? Oczywiście naród północnokoreański, który ma niewiele wspólnego z polityką Kim Dzong-una. Najnowsze sankcje na pewno utrudnią życie w Korei Północnej. Od dawna system gospodarczy tego państwa opiera się na małych i średnich przedsiębiorstwach, które w dużej mierze importują towary z Chin. Jeśli nałożone sankcje będą przestrzegane przez Chiny i Rosję, skąd pochodzi 90 procent produktów zagranicznych, może to doprowadzić do braku towarów w sklepach północnokoreańskich, a w konsekwencji do kryzysu żywnościowego w tym państwie, więc również do anomii społecznej. Skutki takich działań, na pewno nie doprowadzą do rewolucji wewnętrznej, gdyż w Korei Północnej społeczeństwo nie chce przeciwstawiać się władzom (co ciekawe, Kim Dzong-un ma wysokie notowanie wśród swoich obywateli m.in. za przeprowadzone reformy oraz za umożliwienie handlu transgranicznego z Chinami). Skutki sankcji mogą być trudne do określenia z punktu widzenia polityki Korei Północnej, szczególnie biorąc pod uwagę tajemniczość tego państwa…

 

W tym wszystkim, warto też się zastanowić nad postawą władz w Seulu, które znajdują się zaledwie 60 kilometrów od granicy północnokoreańskiej. Oficjalnie władze południowokoreańskie wyrażają niepokój, lecz żadna z ostatnich prób zbrojeniowych Korei Północnej nie celowała w Koreę Południową, a więc kraj ten zniknął bynajmniej tymczasowo z retoryki wojennej władz północnokoreańskich. Możemy więc definitywnie mówić o konflikcie Korea Północna – Stany Zjednoczone, gdzie Pjongjang stał się instrumentem polityki azjatyckiej Trumpa, a Seul zakładnikiem Pjongjangu. W takiej konfiguracji, wojna na Półwyspie wydaje się być mało prawdopodobna. Kim Dzong-un zdaje sobie sprawę, że jego armia nie jest mu całkowicie lojalna, a szczególnie jej przywództwo, pośród którego wielu ucieka do innych państw, osłabiając przywództwo armii północnokoreańskiej, czym osłabia szansy Korei Północnej w przypadku otwartego konfliktu. Można więc przypuszczać, że jeśli już ma dojść do konfliktu, to nie będzie to typowa wojna lądowa, a raczej szybka wojna o dramatycznych konsekwencjach. Skutki takiej wojny będą fatalne nie tylko dla Półwyspu Koreańskiego, ale i dla szerszego regionu, biorąc pod uwagę promieniowanie radioaktywne wynikające z użycia bomb jądrowych i termojądrowych. Nie sądzę również, żeby władze amerykańskie zaryzykowały użycie broni jądrowej, mając w pamięci konsekwencje zrzucenia takich bomb na Nagasaki i Hiroszimę.