Ostrzeżenie: Wszyscy dyktatorzy świata są uważani za osoby mające nadzwyczajną psychikę, nietuzinkowe zwyczaje, a wręcz nieracjonalne zachowanie, a także żyjące w paranoicznym strachu, że mogą stać się ofiarą zamachu. Wszędzie widzą zagrożenie. Na przykład była para rządząca w Rumunii, Nicolae i Elena Ceaușescu, codziennie nosili nowe ubranie, które musiało być zdezynfekowane, a po jednym użyciu automatycznie wyrzucone. Inni jak Udajj Husajn, syn Saddama Husajna, musieli dodatkowo mieć zdezynfekowane sztućce i wymienione klocki hamulcowe po każdej przejażdżce. Iracki lider sam też prowadził samochód, gdyż nie ufał innym kierowcom. Kim Jong-un również znajduje się na liście nieobliczalnych i krwawych liderów państw. Do grona niezrównoważonych liderów dołączył z uwagi na zagrożenie, które stanowi jego państwo w związku z posiadaną bronią jądrową i ewentualnym sposobie jej wykorzystania.

Kim Jong-un (ur. 1983), północnokoreański polityk, przywódca Korei Północnej od 2012 roku. Jest odpowiedzialny za los 23 milionów Koreańczyków z Północy. Prywatnie lubi koszykówkę i oficjalnie papierosy. Rozmowa ma miejsce w pobliżu świętej góry Paektu, gdzie rzekomo urodził się ojciec Kim Jong-una, Kim Jong-il. 

Erik Kwapisz: Jest to polski zwyczaj: mówimy sobie na Ty?

No nie, jestem przecież Koreańczykiem, a honoryfikacja jest bardzo ważna u nas. Trochę szacunku dla mnie a przy okazji dla ojca i dla dziadka.

EK: Panie marszałku, kawa na ławę: będzie wojna?

Kim Jong-un: Bo ja wiem, zależy. Na razie wszyscy się stresują, a my się dobrze bawimy. Nie chcę tego przerywać.

EK: A lubi pan Stany Zjednoczone?

Kim Jong-un: Bardzo lubię. W naszym kraju drzwi zawsze będą otwarte dla obywateli tego kraju. Świetnie się negocjuje z tymi pajacami, przepraszam, dyplomatami.

EK: Czy czyta pan polskie gazety?

Kim Jong-un: Tak, szczególnie od momentu, kiedy dowiedziałem się, że zaplanowano mecz piłkarski między Polską a moim krajem. Niestety przykro mi, że w mediach panuje antypółnocnokoreańska nagonka. Ludzie, którzy nie myślą samodzielnie, na pewno wchodzą w taką narrację.

EK: Co stałoby się z państwem północnokoreańskim, jeśliby pan nagle zmarł? Czy to nie byłby jego koniec?

Kim Jong-un: Panie redaktorze, na pewno pan pamięta, co się stało w lipcu 1994 roku, kiedy zmarł mój dziadek. Wielu „wybitnych specjalistów” do spraw mojego kraju pisało wtedy, że to już koniec Korei Północnej. Mamy 2017 rok, a dalej istniejemy. Ale powiem, co planujemy robić. Jeśli nagle miałbym umrzeć, to wtedy ogłoszona zostanie, tak jak w 1994 roku, trzyletnia żałoba i na ten czas mianowany będzie mój następca. Jeśli chce pan wiedzieć, kto, to proszę sprawdzić, kogo ocaliłem oraz komu dążę sympatią.

EK: Bez trudu zdobywał pan za granicą fundusze na swój arsenał jądrowy. Dlaczego inni, np. my, Polacy, nie potrafią tego zrobić?

Kim Jong-un: Szczerze mówiąc, nie wiem. W przypadku naszego programu nigdy nie miałem kłopotów ze zbieraniem środków. Trzeba tylko być cierpliwym, umieć rozmawiać z ludźmi związanymi z przemysłem jądrowym, rozmawiać, nie wstydzić się swoich aspiracji, tak jak na przykład podczas rozmów sześciostronnych. Bądźmy jednak szczerzy: niczego nie zdobyło się z dnia na dzień. W naszym wypadku budowa programu jądrowego to stare dzieje. Wszystko rozpoczęło się w 1946 roku i to dzięki pomocy radzieckiej. Czy wie pan, że ojciec i dziadek jeździli po różnych krajach, takich jak Związek Radziecki czy Chiny, rozmawiali, pili z przywódcami, Mao, Stalinem, Castro, Mugabe, i to wszystko, aby nawiązać współpracę? Ponieważ mam za dużo spraw w kraju, wysyłam moi ludzi, aby kontynuowali pracę moich przodków. Ale uwaga (widać krople potu na twarzy Kim Jong-una), jeśli jeden z nich mnie zawiedzie, to skończy zastrzelony jak wujek Jang. A wracając do tematu, czy pan wie, że dostarczamy broń defensywną krajom afrykańskim, w zamian prosząc o dalszą życzliwość dla naszych postulatów, szczególnie jeśli chodzi o sesje ONZ?

EK: Ciekawe, ale chyba to długoletnia tradycja. Jak pan myśli, jak rozwinie się sytuacja polityczna na Półwyspie Koreańskim?

Kim Jong-un: Dobrze. Wszystko zależy od naszych partnerów, czyli Chin, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Cieszę się, że nasz główny sojusznik, jakim są Chiny, zachowuje się w naszej sprawie racjonalnie i stanowczo. To są miłe chłopaki, oby tak dalej, bo jeśli nie – to boom. (Kim Jong-un bierze kartkę i ją rwie na kawałki).

EK: Wielu przedstawicieli północnokoreańskiej elity obawia się, że Chiny zostawią Koreę Północną na lodzie. Co pan o tym myśli?

Kim Jong-un: Wie pan, tak jak tata, nigdy nie ufałem Chińczykom. Zresztą oni nam też nie ufają. Kiedyś Mao swego czasu mówił, iż nasze relacje są sobie „tak bliskie jak usta i wargi”. Te czasy minęły. Czy zauważył pan, że w naszym kraju nie ma inwestujących państwowych firm chińskich, w odróżnieniu od Afryki i innych miejsc? Inwestują u nas tylko chińscy prywaciarze. Chiński rząd nie inwestował, nie inwestuje i nigdy nie zainwestuje w moim kraju. to przykre.

EK: Mam pytanie dotyczące życia codziennego w Pjongjangu. Jak pan uważa, czy kasjerka w księgarni ideologii dżucze zarabia za dużo czy za mało?

Kim Jong-un: Według mnie zarabiają one zdecydowanie za mało. Dziadek i ojciec przewracają się w grobie.

EK: A jak się ma pana rodzina?

Kim Jong-un: Niestety istnieje konflikt interesu pomiędzy moją rodziną a narodem północnokoreańskim. Muszę przyznać, że moja rodzina składa się z egoistów, nie umiemy się dzielić z narodem. Popełniliśmy różne błędy, czy to w polityce pieniężnej (reforma pieniężna z 2011 roku), czy to przy budowie bezsensownych ośrodków sportowych i turystycznych (np. Masikryong lub ośrodek basenowy Munsu), gdzie mało kto pływa lub jeździ, poza ludźmi z ambasad i kilkoma pożytecznymi idiotami. Jeśli społeczeństwo się obudzi , to grozi konfliktem nieprzewidywalnym w skutkach! Moja rodzina będzie musiała pakować walizki. Kierunek? Zimbabwe lub Białoruś! Czekają tam na nas przyjaciele. Już się uczę się białoruskiego, przepraszam, rosyjskiego języka!

EK: A turystyka? Chce pan ściągnąć do swojego kraju milion turystów. Jak pan to zrobi?

Kim Jong-un: W maju 2017 roku wysłałem dwudziestu moich kolegów do Hiszpanii: Benidormu, Salou i Barcelony, gdzie opalali się na Costa Brava. Weźmiemy pomysły od Hiszpanów. Będziemy mieli churros i paellę!

EK: Czego panu życzyć?

Kim Jong-un: Zdrowie mam, a więc… aby Korea się zjednoczyła! Keonbae[1]!

[1] Keonbae czyli na zdrowie po koreańsku.