Jeśli Kim nie osiągnie swojego celu – złagodzenia sankcji nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – to najprawdopodobniej Korea Północna wznowi swój program jądrowy. Historia już udowodniła, że taka sytuacja może mieć miejsce.

W marcu bieżącego roku władze północnokoreańskie oświadczyły, że nie potrzebują już dalszego rozwijania programu jądrowego i w związku z tym kolejne próby rakiet dalekiego zasięgu (mogących przenosić głowice jądrowe) nie są konieczne. Był to warunek konieczny, lecz niewystarczający dla organizacji szczytu pomiędzy dwiema Koreami, który odbędzie się 27 kwietnia.

Zaprzestanie rozwoju programu nuklearnego nie oznacza rzecz jasna, że Pjongjang zrezygnuje z tej technologii i odda ją pod kontrolę organizacji międzynarodowych. Władze północnokoreańskie doskonale zdają sobie sprawę, że bez tej broni mogą skończyć chociażby podobnie jak Muammar Kaddafi w Libii. Z drugiej strony są świadome, że choć nie zostały jeszcze spełnione wszystkie warunki, to organizacja szczytu jest potrzebna. Z jednej strony – dla Moon Jae-ina, prezydenta Korei Południowej, który dzięki temu chce nawiązać dialog z władzami północnokoreańskimi; z drugiej strony –dla Korei Północnej, która musi złagodzić swój wizerunek, aby organizacje międzynarodowe zawiesiły sankcje przeciwko niej. Zakończenie programu jądrowego Korei Północnej nie jest więc rezultatem dobrej woli Kim Dzong Una.

Załóżmy najpierw wariant optymistyczny: Pjongjang faktycznie przestaje rozwijać swój arsenał nuklearny. Na co organizacje międzynarodowe muszą zwrócić uwagę?

Od 1945 roku na świecie wykonano ponad 550 prób broni nuklearnej. W przypadku prób północkoreańskich, wiele z nich mogło doprowadzić do zanieczyszczenia odpadami radioaktywnymi, także na terenach przygranicznych (ośrodek prób jądrowych w Punggye-ri znajduje się tylko 100 km od granicy chińskiej). Najwięksi francuscy znawcy problematyki energii jądrowej, tacy jak Georges Charpak czy Claude Allègre wskazują jednoznacznie, że obecnie nie ma dobrych rozwiązań w zakresie rozkładu odpadów jądrowych. Jakie rozwiązania zastosują władze północnokoreańskie? Czy można mieć nadzieje, że organizacje międzynarodowe otrzymają dostęp do instalacji jądrowych w Korei Północnej, na co Pjongjang obecnie nie pozwala?Konieczna jest tu transparentność, a wiadomo, że władze północnokoreańskie znane są raczej z manipulacji.

Jedyny znany tego typu ośrodek zlokalizowany jest we wspomnianej miejscowości Punggye-ri. Inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej powinni mieć możliwość wykonania pomiarów radioaktywności na obszarze ośrodka, czy chociażby móc oszacować jej poziom na podstawie podobnych badań w pobliskich Chinach. W akcie desperacji Kim może do pewnego stopnia ustąpić i dopuścić zagranicznych specjalistów do kontroli instalacji. Technologia północnokoreańska powstała w oparciu o dawną technologię radziecką –a więc świat, a w szczególności Azja Wschodnia, może mieć powody do niepokoju, zwłaszcza jeśli doszłoby do katastrofy naturalnej, podobnej do tragicznego wypadku z marca 2011 r. w japońskiej Fukuszimie. Wówczas to awarię elektrowni jądrowej spowodowało tsunami (a nie samo funkcjonowanie tego zakładu) – a pamiętajmy, że technologia japońska jest o wiele lepsza niż ta stosowana w Korei Północnej.

Jeśli Kim nie osiągnie swojego celu – złagodzenia sankcji nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ – to najprawdopodobniej Korea Północna wznowi swój program jądrowy. Historia już udowodniła, że taka sytuacja może mieć miejsce.W sierpniu 1999 roku Korea Północna ogłosiła, że jest skłonna negocjować swoje plany dotyczące testów rakiet dalekiego zasięgu. Miesiąc później w Berlinie doszło do spotkania delegacji amerykańskiej oraz północnokoreańskiej.Obie strony zgodziły się wówczas, że Korea Północna zaprzestanie prób pocisków, a w odpowiedzi Stany Zjednoczone złagodzą sankcje gospodarcze. Zaledwie tydzień po ogłoszeniu moratorium, Korea Północna obwieściła swoje suwerenne prawo do dalszego uruchamiania rakiet.

Sankcje nałożone przeciwko Pjongjangowi na podstawie kolejnych rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ zmusiły władze północnokoreańskie do zbliżenia się–przynajmniej tymczasowo–do Korei Południowej. Mamy więc mimo wszystko do czynienia z wyjątkową sytuacją. Kim Dzong Un, z powodu wprowadzonych sankcji, jest w krytycznej sytuacji, gdyż państwo północnokoreańskie nie posiada wystarczających zasobów oraz mocy przerobowych, mogących zapewnić jego dalsze funkcjonowanie. Dlatego Kim jest zmuszony – choćby przejściowo –zaprzestać podsycania międzynarodowego napięcia, zwłaszcza w obliczu braku realnego wsparcia ze strony władz chińskich.