Czytelnia
0

Nowy ambasador Korei Północnej w Chinach

Choe Jin Su, który był ambasadorem Korei Północnej w Chinach od 10 lat opuszczi placówkę w Pekinie.

Powyżej Choe Jin Su (po lewej stronie podając ręke) a obok placówka KRL-D w Pekinie.

Nie tylko on ale i „numer 2” ambasady, Kim Song Gi również odchodzi z placówki. Na miejscu Choe Jin Su pojawi się Choe Pyong Ryol. Pak Myong Ho zastąpi Kim Song Gi. Nic nie wiadomo o Choe Pyong Ryol. Pak Myong Ho już wcześniej pracował w północnokoreańskiej placówce w Phenianie

Źródło: Joongang Ilbo

0

Ograniczona dystrybucja żywności w dniu urodzin Kim Jong Ila

Podczas gdy północnokoreańskie media gloryfikują Kim Jong Ila w dniu jego 68. urodzin, zwykli obywatele cierpią z powodu narastających problemów z pozyskiwaniem żywności.

Tegoroczny Nowy Rok księżycowy przypadł w okresie urodzin ukochanego przywódcy, dlatego też władze dały ludziom trzy dni wolnego, od 14 lutego. Jak co roku władze z okazji wakacji noworocznych rozdysponowały pewną ilość żywności. Jednak tym razem pomoc nie dotarła do wszystkich obywateli.

Źródło w Musan, w prowincji Północny Hamkyung twierdzi, że tylko kadry oraz żołnierze otrzymali po 500 ml alkoholu oraz 1 kg wieprzowiny. Ponadto donosi, że pewna ilość ludzi umiera z głodu. Pomimo, że na bazarach jest dostępny ryż, to ze względu na wysoką cenę jest on niedostępny dla części mieszkańców.

Źródło z prowincji Yangkang relacjonuje natomiast sytuację w tamtym regionie: „Władze dostarczyły nam standardowe, czterodniowe zaopatrzenie zmiksowanego ryżu z kukurydzą. Nie było tutaj żadnej specjalnej dystrybucji żywności, poza ciasteczkami dla dzieci ze szkoły.

Jedynie w Hoiryeong, według tamtejszych źródeł mieszkańcy otrzymali dodatkową ilość żywności taką jak obywatele z Pjongjangu tzn. jedną butelkę alkoholu oraz jednodniowe zaopatrzenie w ryż.


Komentarz:

Gdyby władze w Pjongjangu ograniczyły wydatki na doroczne defilady na cześć przywódców, liczba głodujących obywateli KRLD mogłaby znacznie zmniejszyć się. Jednak wiadomo od dawna, że los jednostki nie interesuje rządzących i ważniejszą kwestią jest zorganizowanie uroczystości na cześć wodza, która wiąże się z olbrzymimi kosztami, niż zapewnienie minimum egzystencji dla szarego obywatela, którego jedynym celem w życiu ma być bezgraniczna miłość do ukochanego przywódcy…

 

Źródło: www.dailynk.com

Opracowanie: www.pukhan.pl

 

 

0

Kolejny urzędnik oddalony od systemu

Po Pak Nam Ki i Kim Tong Un, o których wspominaliśmy wcześniej, nadeszła pora na Choi Ik Kyu, który był dyrektorem Departamentu Organizacji i Przywództwa PPK oraz bliskim współpracownikiem Kim Jong Ila: czyżby to koniec systemu Kimjongilowskiego ?

Powyżej Choi Ik Kyu

 

Zmiany te mogą oznaczać, że już nie Kim Jong Il steruje KRLD, ale już ktoś inny. Tym kimś wydaje się być Jang Sung Thaek, który jest nie tylko szwagrem Kim Jong Ila, ale jest także odpowiedzialny za Departament Organizacji i Przywództwa w PPK, członkiem Komisji Obrony Narodowej oraz rady nadzorczej północnokoreańskiego banku inwestycyjnego.

 

0

Kryzys atomowy na Półwyspie Koreańskim

Władze północnokoreańskie zainteresowały się bronią masowego rażenia już wiele lat temu. Przez długi czas Kim Il Sung zabiegał u swoich najbliższych sojuszników, tj. Chin i ZSRR, o przekazanie technologii pozwalającej na produkowanie przez Koreę Północną broni niekonwencjonalnej, która mogła być wykorzystana w walce z wrogami.

(więcej…)

0

21 tradycyjnych potraw północnokoreańskich

Propagandowa strona internetowa www.uriminzokkiri.com (uriminzokkiri znaczy: „są wśród naszego narodu”), prowadzona przez północnokoreański Komitet ds. Pokojowego Zjednoczenia Ojczyzny, rozpoczęła w sierpniu ubiegłego roku publikację przepisów 21 rzekomo „tradycyjnych północnokoreańskich potraw, które występują w Korei od starożytności, aż po dzień dzisiejszy”.

(więcej…)

0

Komentarz „Polityki” na reakcje portalu www.pukhan.pl dotyczącego artykułu „Półwysep nie na pół”

Reakcja Pana Jędrzeja Winieckiego, dziennikarza tygodnika „Polityka” na wypowiedż Nicolasa Levi:

 

 

Bardzo dziękuję, że za uwagi do artykułu „Półwysep nie na pół”. Pisze Pan, że „krew Pana zalała”, ale odnoszę wrażenie, że mamy na sprawę dość zbliżony pogląd. Raport banku Goldman Sachs jest ostatnią opublikowaną i szeroko dyskutowaną próbą oszacowania możliwości stojących przed zjednoczoną Koreą, stąd przywołałem ją w tekście. Podobnie jak Pan uważam, że zjednoczenie byłoby przedsięwzięciem niezwykle trudnym, ale – w przeciwieństwie do Pana – zachowuje więcej optymizmu: zjednoczenie, szczególnie polityczne, jest możliwe i to bez konieczności natychmiastowego przeszczepienia południowokoreańskiego poziomu życia na Północ.

Podobnie jak Pan, nie uważam, że zjednoczenie odpędzie się rychło, nie wiem, czy kiedykolwiek nastąpi. Mogę się jedynie spodziewać, jakie przyniosłoby skutki. Swoją drogą, nawet silne wewnętrzne przekonanie, że pewne zdarzenia nie są możliwe, nie dyskwalifikują rozważań przeciwnych i rozpatrzenia wariantów, których spełnienie wykluczamy. Gratuluję zainteresowań i strony, będę tam zaglądał.

 

 

A na przypomnienie, reakcje Nicolasa Levi

Krew mnie zalewa, kiedy czytam taki artykuł.

Zjednoczenie Korei jest w ogóle niemożliwe. A to, że „Ekonomiści G. Sachs” interesują się Półwyspem to o niczym nie świadczy. Czy ci ekonomiści byli tam ? A jeśli tak, to na pewno nie wszędzie, bo 30% kraju jest w ogóle niedostępne dla obcokrajowców. Zjednoczenie byłoby jedynie możliwe, jeśli reżim na Północy przestałby istnieć. A żeby doprowadzić do tego, to najpierw kraj musi się zjednoczyć.
A kto chce zjednoczenia ? Nikt ! Na pewno nie Chiny, które boją się zostać zalane przez Koreańczyków, którzy by uciekli na północ ChRL, co spowodowałoby utworzenie na tych terenach „drugiego Tybetu”. Koszty utrzymania uchodźców byłyby większe, niż 2 mld $, które zostały przekazane Korei Północnej przez Chiny.
Nie wystarcza pracować w G. Sachs, żeby być specjalistą, czego dowodem jest fakt, że agencjom ratingowym nie udało się przewidzieć kryzysu międzynarodowego.
Czy w Korei Południowej ktoś chce zjednoczenia ? Nikt nie chce i nikomu nie jest ono potrzebne. Jedynymi potencjalnymi zainteresowanymi zjednoczeniem są ci, którzy mają rodziny na północnej części Półwyspu. Czy ci z Północy mogą się zaadaptować do wartości południowokoreańskich ? Raczej jest to niemożliwe. Ośrodek Hanawon, gdzie przebywają uchodźcy z KRL-D (jest ich obecnie około 12 tyś w Korei Południowej) nie wie jak szkolić biednych uciekinierów, którzy nie wiedzą nawet czym jest karta kredytowa itp.
Kogo winić w takim razie za taki stan rzeczy? Na to pytanie odpowiemy sobie kiedy indziej.

Poniżej artykuł opublikowany w Polityce 16 stycznia 2010 r., „Półwysep nie na pół”

 

Tekst – Półwysep nie na pół-

 

Dwie Koree: rojenia o zjednoczeniu

 

Korea prześcignie Francję, Niemcy, Japonię. Będzie nowym azjatyckim mocarstwem. Pod jednym warunkiem: musi się zjednoczyć.

 

Droga do zjednoczenia już jest, i to dosłownie. Od rogatek stolicy Seulu na północ wiedzie nowoczesna autostrada. Komfortowa. Po cztery pasy w każdą stronę. I nazywa się Droga Zjednoczenia. Tyle że prawie pusta, bo donikąd: kończy się betonowymi zaporami strefy zdemilitaryzowanej, która od blisko 60 lat oddziela zwaśnione państwa.

 

Ale wyobraźmy sobie, że jest wiosna 2016 r. W Pjongjangu (inaczej Phenian), stolicy Korei Płn., umiera 75-letni schorowany Kim Dzong II. Zgodnie ze scenariuszem sukcesji, następcą zostaje najmłodszy syn umiłowanego przywódcy, wychowany w szwajcarskiej szkole, niegdyś fan rapu, 33-letni Kim Dzong Un. Tym samym tradycji staje się zadość, dynastia Kimów utrzymuje się przy władzy, a partyjni i wojskowi dygnitarze dostają gwarancję zachowania dotychczasowych przywilejów. Ale nie wszyscy są zadowoleni. Zamieszanie wywołane śmiercią starego Kima wykorzystuje grupa wysokich rangą funkcjonariuszy służb specjalnych, postępowych wojskowych, urzędników zajmujących się handlem zagranicznym i dyplomatów.

 

Chiński wzór

 

Po kilkugodzinnym niemal bezkrwawym zamachu stanu opanowują urzędy centralne. To wystarcza, by przejąć kontrolę nad całym państwem. Idzie im gładko, tym bardziej że armia nie opuszcza koszar, bo generałowie, widząc klęskę reżimu, tylko obserwują rozwój wypadków i ani myślą narazić się nowej ekipie. Nie reaguje także społeczeństwo, które o zmianie władzy nic jeszcze nie wie. Tymczasem niedoszły wódz wychodzi z przewrotu cało, zostaje odeskortowany na stołeczne lotnisko, skąd odlatuje do Chin. W niedalekiej przyszłości zajmie się tam prowadzeniem interesów, napisze książkę o ojcu i dziadku, spisze także pamiętniki, a amerykańskiej wytwórni filmowej sprzeda prawa do opowieści o własnym upadku.

 

Zamachowcom nie chodzi o ideały. Wiedzą, że gospodarka jest w opłakanym stanie, a ludzie głodują, ale ich interesują przede wszystkim własne kariery. W północnokoreańskim skansenie nie rozwiną skrzydeł i nie zarobią dużych pieniędzy. Mają receptę na sukces: chcą wymienić kierownictwo partii, a Koreę Płn. otworzyć na świat, rzucić w wir globalizacji, a dokładniej – wprowadzić w kraju kapitalizm na wzór chiński. Zdają sobie sprawę, że powtórzenie sukcesu wielkiego sąsiada nie będzie możliwe bez wsparcia z zewnątrz, ktoś za otwarcie kraju będzie musiał zapłacić. Dlatego nowy rząd Północy składa ziomkom z Południa propozycję unii.

 

Delegaci Pjongjangu nie jadą do Seulu z pustymi rękami – proponują wojskowe technologie nuklearne, posłuszeństwo ponadmilionowej armii, usługi rozwiniętej siatki wywiadowczej, możliwość eksploatacji bogactw naturalnych, których los poskąpił Południu. W zamian za przymknięcie oka na północnokoreańskie zbrodnie i pomoc w podźwignięciu zrujnowanego kraju oferują pokój, zakończenie wojny trwającej od połowy ubiegłego wieku. Oczywiście Seul uznaje ofertę unii za atrakcyjną. Na kilkadziesiąt następnych lat nadaje Północy status terytorium specjalnego – od teraz Północ będzie koreańskim odpowiednikiem Hongkongu, z własnym samorządem, pewnie nadal komunistycznym, pozbawionym wpływu na politykę zagraniczną i obronną nowego, wspólnego państwa.

 

Dobry interes

 

Zjednoczenie Korei to dziś fantazja, ale nie tak odległa, by nie zajął się nią bank inwestycyjny Goldman Sachs. Analitykom wyszło, że przed połączoną gospodarką koreańską rysują się fantastyczne perspektywy – będzie potrzebowała jedynie 30, góra 40 lat, by przegonić Francję, Niemcy, a nawet Japonię. Z kolei ekonomiści seulskiego instytutu finansów publicznych policzyli całościowy koszt zjednoczenia dla południowokoreańskiego podatnika. W pierwszej dekadzie walka z zacofaniem Północy będzie pochłaniać aż 12 proc. rocznego budżetu Południa. Potem wydatki zaczną maleć, a całe zjednoczenie będzie kosztować około 1 bln dol. Sporo, ale to nadal dwa razy mniej niż zjednoczenie Niemiec. Połączenie nie będzie tak gwałtowne, inaczej niż w Niemczech, będzie to marsz rozłożony na kilka dekad.

 

Zjednoczenie to może być dobry interes. Nie dość, że Południe kupi od Północy pokój i bombę atomową, to jeszcze zyska dostęp do kilkunastu milionów zdyscyplinowanych robotników, gotowych pracować za groszowe stawki i mówiących po koreańsku. Na Dalekim Wschodzie coraz trudniej o naprawdę tanią siłę roboczą, nawet chińska zaczyna uchodzić za nieznośnie drogą. W poszukiwaniu niższych płac i ulg podatkowych także koreańscy inwestorzy coraz częściej zapuszczają się w głąb Państwa Środka. Gdyby doszło do zjednoczenia, nie musieliby stawiać fabryk za granicą.

 

Część południowych koncernów już teraz inwestuje na Północy. W 2004 r. w prowincji Kaesong, sąsiadującej od północy przez granicę z prowincją Paju, otwarto specjalną strefę ekonomiczną, którą zawiaduje spółka należąca do Hyundaia. Strefa to główne źródło dewiz komunistycznego reżimu w Pyongyangu. W 2012 r. ma w niej pracować 750 tys. osób, ale póki co, sto południowokoreańskich firm zatrudnia tam 40 tys. robotników. Płacą im około 70 dol. miesięcznie, dwa razy mniej niż w Chinach i aż 30 razy mniej niż w Korei Płd. Korzystają nie tylko Koreańczycy: jesienią było głośno o szwedzkiej firmie produkującej dżinsy, których jedynym wyróżnikiem było miejsce produkcji. Mają mało oryginalny fason, dostępne są tylko w kolorze czarnym, gdyż niebieski dżins uchodzi w Korei Płn. za wymysł imperialistyczny.

 

Optymiści uważają, że Korea Płn. może szybko zasypać przepaść cywilizacyjną. Przypominają, że na Półwyspie Koreańskim już raz zdarzył się podobny cud, tyle że na Południu, które z kraju potwornie biednego za życia jednego pokolenia wyrosło na 14 potęgę gospodarczą świata. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ten wyczyn powtórzyć na Północy, tym bardziej że jej mieszkańcy mają kontakt z namiastką kapitalizmu. Na granicy z Chinami kwitnie kontrabanda, dobrze ma się czarny rynek, bo w miastach to targowiska są głównym źródłem zaopatrzenia w żywność. Państwowy system rozdziału nie wystarcza, więc rządzący komuniści godzą się na bazarową prywatną inicjatywę. Ale i ciągle z nią walczą. W grudniu zeszłego roku Kim Dzong Il zarządził rabunkową denominację, wymierzoną w spekulantów i drobnych handlarzy, którzy wzbogacali się na pełzającej rewolucji wolnorynkowej.

 

Dwie planety, dwa strachy

 

Zjednoczenie zgrabnie wypada w wyliczeniach księgowych, ale nie byłoby łatwe. W latach 90. południowokoreańscy naukowcy i pracownicy ministerstwa zjednoczenia (tak, jest tu takie) tłumnie pielgrzymowali do Niemiec, by wybadać, czy niemiecki model da się powtórzyć w Korei. Orzekli, że powtórka jest wykluczona. Na Półwyspie Koreańskim zaczęła się już siódma dekada podziału (liczona od początku wojny), w Niemczech rozwód trwał kilkanaście lat krócej. I różnice między wschodnimi i zachodnimi Niemcami nie były tak olbrzymie jak między Koreami: w 1990 r. RFN była ledwie trzy razy zamożniejsza od NRD. W Korei ta proporcja wynosi 1:20!

 

W jednoczących się Niemczech po obu stronach granicy żyli ludzie, którzy nieźle się znali, tymczasem w Korei powoli odchodzi ostanie pokolenie, które pamięta się jeszcze sprzed wojny koreańskiej (1950–1953). Nic więc dziwnego, że najmłodsze pokolenie południowych Koreańczyków traktuje ubożuchnych kuzynów z Północy jak groźnych mieszkańców odległej planety, a na co dzień ma ich w nosie. Zjednoczenie pozostaje oficjalnym celem politycznym Południa, ale poparcie dla tej operacji spada z 91,6 proc. w 1994 r. do około 60 proc. dziś, na dodatek prawie jedna piąta Koreańczyków z Południa zdecydowanie się zjednoczeniu sprzeciwia.

 

Obawy budzi tsunami migracji, które przelałoby się przez półwysep, choć eksperci uspokajają, że jeśli Północy zapewni się atrakcyjne warunki rozwoju, odpływ stamtąd nie powinien być duży. Natomiast wielce prawdopodobna byłaby dyskryminacja mieszkańców Północy, większość z nich nigdy nie korzystała z komputera, a musieliby integrować się z jednym z najbardziej skomputeryzowanych społeczeństw świata. Nie wiadomo także, co po ewentualnym połączeniu zrobić ze spuścizną komunizmu, ani jak uporać się z rozliczeniem zbrodni reżimu. A trzeba pamiętać, że zjednoczenie nie byłoby tylko wewnątrzkoreańskim problemem.

 

Trudno oczekiwać, że Chiny, Japonia, Rosja, a nawet bliski sojusznik Korei Płd. – USA bezczynnie asystowałyby przy narodzinach giganta gospodarczego i technologicznego dysponującego bronią atomową. Zniknięcie Korei Płn. nie leży w interesie Chin i Rosji, jej możnych protektorów. Z kolei bardzo silna Korea to także zmartwienie Japonii, która patrzy na obie Koree, jak kiedyś Francja na Niemcy – dobrze, że są dwa państwa, a nie jedno. Strachy są po obu stronach, według sondażu opinii z grudnia zeszłego roku grubo ponad jedna trzecia Koreańczyków z Południa właśnie Japonię uważa za największego wroga, w zbiorowej koreańskiej pamięci Japonia zapisała się brutalną okupacją z pierwszej połowy XX w. Na Południu znacznie mniej osób obawia się reżimu Kim Dzong Ila. Zaskakujące, prawda?

 

Artykuł ukazał się w “Polityce“. Jego autorem jest Jędrzej Winiecki.

0

Kolejny urzędnik oddalony od władzy

Kim Tong Un, odpowiedzialny za przemyt narkotyków i za handel fałszywymi dewizami został odsunięty od północnokoreańskiej sceny politycznej. Został zastąpiony przez Jon Il Juna.

Kim Tong Un

Jon Il Jun

 

Kim Tong Un mógł zostać  wyrzucony ze swego stanowiska, ponieważ ma zakaz wjazdu do Unii Europejskiej, gdzie kwitną nielegalne interesy północnokoreańskie. Jednakże Jon Il Jun może będzie tylko p.o. dyrektora pokoju 39 (pokój siedziby Partii Pracy Korei odpowiedzialny za lewe interesy Korei Północnej). Według autora, Unia Europejska powinna rozszerzyć listę notabli północnokoreańskich, mających zakaz wjazdu na teren wspólnoty.

0

Amerykanin zostanie zwolniony przez władze północnokoreańskie

Robert Park, misjonarz ze Stanów Zjednoczonych, który udał się nielegalnie do Korei Północnej 25 grudnia 2009 zostanie zwolniony przez władze północnokoreańskie – poinformowały północnokoreańskie media. Nie wiadomo jednak, kiedy Park zostanie uwolniony. Nieznany jest los drugiego obywatela USA, który został ujęty 25 stycznia br. na granicy chińsko-północnokoreańskiej. 28-latek, którego tożsamości nie ustalono, powiedział wg. KCNA: „Przekroczyłem granicę, ponieważ chcę służyć w armii Korei Północnej”

0

Sieć komórkowa w KRL-D

Orascom Telecom, egipska firma, która zajmuje się rozwojem sieci komórkowej w Korei Północnej, oświadczyła, że ma już 100 tysięcy abonamentów w Korei Północnej i ma nadzieję mieć o ponad milion więcej w 2015 r.

 

 

Jednakże podstawowa cena za pakiet – 140 euro – ogranicza rozwój sieci komórkowej w Korei Północnej. Usługi zaproponowane przez Orascom to rozmowy i SMSy. Na razie nie są dozwolone rozmowy z zagranicą i według nas nigdy nie będą.

 

Koryolink jest organizacją, która się zajmuje siecią komórkową w KRL-D. 75% udziałów posiada Orascom. Reszta należy do Korea Post & Telecommunications Corp – północnokoreańskej firmy. Orascom ma swoje inwestycje w turystyce, w sektorze bankowym  oraz w transporcie.

 

0

Czy Dyrektor Departamentu Finansów i Planowania PPK sprowokował klęskę głodu ?

Pytanie brzmi raczej: Co z Pak Nam Ki – dyrektor Finansów i Planowania Partii Pracy Korei – ? Czy naprawde został wyrzucony ?

Odpowiedź brzmi: Nie wiadomo.

Media często coś piszą o KRL-D, nie zdając sobie sprawę, czy informacje, które podają  są rzetelne oraz prawdziwe. Najlepszym przykładem są artykuły o stanie zdrowia Kim Jong Ila. Tak na prawde nikt nie wie, czy on w ogóle żyje. Nikt nie ma dostępu do tej informacji. W 2001 r., kiedy Kim Jong Il był chory podczas wizyty w Chinach, chińscy lekarze chcieli zbadać mocz i kał przywódcy Korei Północnej, na co strona północnokoreańska nie wyraziła zgody.

W przypadku Pak Nam Ki, w 1993 r. został on odwołany z Komisji Budżetowej Najwyższego Zgromadzenia Ludowego KRLD, pomimo tego pozostał pracownikiem Departamentu Finansowego.

 

Copyright © 2007-2017 Pukhan.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: SYNTAX