Czytelnia
0

Komentarz do tekstu „Półwysep nie na pół” , „Polityka”, 16 stycznia 2010

Krew mnie zalewa, kiedy czytam taki artykuł.

Zjednoczenie Korei jest w ogóle niemożliwe. A to, że „Ekonomiści G. Sachs” interesują się Półwyspem to o niczym nie świadczy. Czy ci ekonomiści byli tam ? A jeśli tak, to na pewno nie wszędzie, bo 30% kraju jest w ogóle niedostępne dla obcokrajowców. Zjednoczenie byłoby jedynie możliwe, jeśli reżim na Północy przestałby istnieć. A żeby doprowadzić do tego, to najpierw kraj musi się zjednoczyć.
A kto chce zjednoczenia ? Nikt ! Na pewno nie Chiny, które boją się zostać zalane przez Koreańczyków, którzy by uciekli na północ ChRL, co spowodowałoby utworzenie na tych terenach „drugiego Tybetu”. Koszty utrzymania uchodźców byłyby większe, niż 2 mld $, które zostały przekazane Korei Północnej przez Chiny.
Nie wystarcza pracować w G. Sachs, żeby być specjalistą, czego dowodem jest fakt, że agencjom ratingowym nie udało się przewidzieć kryzysu międzynarodowego.
Czy w Korei Południowej ktoś chce zjednoczenia ? Nikt nie chce i nikomu nie jest ono potrzebne. Jedynymi potencjalnymi zainteresowanymi zjednoczeniem są ci, którzy mają rodziny na północnej części Półwyspu. Czy ci z Północy mogą się zaadaptować do wartości południowokoreańskich ? Raczej jest to niemożliwe. Ośrodek Hanawon, gdzie przebywają uchodźcy z KRL-D (jest ich obecnie około 12 tyś w Korei Południowej) nie wie jak szkolić biednych uciekinierów, którzy nie wiedzą nawet czym jest karta kredytowa itp.
Kogo winić w takim razie za taki stan rzeczy? Na to pytanie odpowiemy sobie kiedy indziej.

 

Tekst – Półwysep nie na pół-

 

Dwie Koree: rojenia o zjednoczeniu

 

Korea prześcignie Francję, Niemcy, Japonię. Będzie nowym azjatyckim mocarstwem. Pod jednym warunkiem: musi się zjednoczyć.

 

 

Droga do zjednoczenia już jest, i to dosłownie. Od rogatek stolicy Seulu na północ wiedzie nowoczesna autostrada. Komfortowa. Po cztery pasy w każdą stronę. I nazywa się Droga Zjednoczenia. Tyle że prawie pusta, bo donikąd: kończy się betonowymi zaporami strefy zdemilitaryzowanej, która od blisko 60 lat oddziela zwaśnione państwa.

 

Ale wyobraźmy sobie, że jest wiosna 2016 r. W Pjongjangu (inaczej Phenian), stolicy Korei Płn., umiera 75-letni schorowany Kim Dzong II. Zgodnie ze scenariuszem sukcesji, następcą zostaje najmłodszy syn umiłowanego przywódcy, wychowany w szwajcarskiej szkole, niegdyś fan rapu, 33-letni Kim Dzong Un. Tym samym tradycji staje się zadość, dynastia Kimów utrzymuje się przy władzy, a partyjni i wojskowi dygnitarze dostają gwarancję zachowania dotychczasowych przywilejów. Ale nie wszyscy są zadowoleni. Zamieszanie wywołane śmiercią starego Kima wykorzystuje grupa wysokich rangą funkcjonariuszy służb specjalnych, postępowych wojskowych, urzędników zajmujących się handlem zagranicznym i dyplomatów.

 

Chiński wzór

 

Po kilkugodzinnym niemal bezkrwawym zamachu stanu opanowują urzędy centralne. To wystarcza, by przejąć kontrolę nad całym państwem. Idzie im gładko, tym bardziej że armia nie opuszcza koszar, bo generałowie, widząc klęskę reżimu, tylko obserwują rozwój wypadków i ani myślą narazić się nowej ekipie. Nie reaguje także społeczeństwo, które o zmianie władzy nic jeszcze nie wie. Tymczasem niedoszły wódz wychodzi z przewrotu cało, zostaje odeskortowany na stołeczne lotnisko, skąd odlatuje do Chin. W niedalekiej przyszłości zajmie się tam prowadzeniem interesów, napisze książkę o ojcu i dziadku, spisze także pamiętniki, a amerykańskiej wytwórni filmowej sprzeda prawa do opowieści o własnym upadku.

 

Zamachowcom nie chodzi o ideały. Wiedzą, że gospodarka jest w opłakanym stanie, a ludzie głodują, ale ich interesują przede wszystkim własne kariery. W północnokoreańskim skansenie nie rozwiną skrzydeł i nie zarobią dużych pieniędzy. Mają receptę na sukces: chcą wymienić kierownictwo partii, a Koreę Płn. otworzyć na świat, rzucić w wir globalizacji, a dokładniej – wprowadzić w kraju kapitalizm na wzór chiński. Zdają sobie sprawę, że powtórzenie sukcesu wielkiego sąsiada nie będzie możliwe bez wsparcia z zewnątrz, ktoś za otwarcie kraju będzie musiał zapłacić. Dlatego nowy rząd Północy składa ziomkom z Południa propozycję unii.

 

Delegaci Pjongjangu nie jadą do Seulu z pustymi rękami – proponują wojskowe technologie nuklearne, posłuszeństwo ponadmilionowej armii, usługi rozwiniętej siatki wywiadowczej, możliwość eksploatacji bogactw naturalnych, których los poskąpił Południu. W zamian za przymknięcie oka na północnokoreańskie zbrodnie i pomoc w podźwignięciu zrujnowanego kraju oferują pokój, zakończenie wojny trwającej od połowy ubiegłego wieku. Oczywiście Seul uznaje ofertę unii za atrakcyjną. Na kilkadziesiąt następnych lat nadaje Północy status terytorium specjalnego – od teraz Północ będzie koreańskim odpowiednikiem Hongkongu, z własnym samorządem, pewnie nadal komunistycznym, pozbawionym wpływu na politykę zagraniczną i obronną nowego, wspólnego państwa.

 

Dobry interes

 

Zjednoczenie Korei to dziś fantazja, ale nie tak odległa, by nie zajął się nią bank inwestycyjny Goldman Sachs. Analitykom wyszło, że przed połączoną gospodarką koreańską rysują się fantastyczne perspektywy – będzie potrzebowała jedynie 30, góra 40 lat, by przegonić Francję, Niemcy, a nawet Japonię. Z kolei ekonomiści seulskiego instytutu finansów publicznych policzyli całościowy koszt zjednoczenia dla południowokoreańskiego podatnika. W pierwszej dekadzie walka z zacofaniem Północy będzie pochłaniać aż 12 proc. rocznego budżetu Południa. Potem wydatki zaczną maleć, a całe zjednoczenie będzie kosztować około 1 bln dol. Sporo, ale to nadal dwa razy mniej niż zjednoczenie Niemiec. Połączenie nie będzie tak gwałtowne, inaczej niż w Niemczech, będzie to marsz rozłożony na kilka dekad.

 

Zjednoczenie to może być dobry interes. Nie dość, że Południe kupi od Północy pokój i bombę atomową, to jeszcze zyska dostęp do kilkunastu milionów zdyscyplinowanych robotników, gotowych pracować za groszowe stawki i mówiących po koreańsku. Na Dalekim Wschodzie coraz trudniej o naprawdę tanią siłę roboczą, nawet chińska zaczyna uchodzić za nieznośnie drogą. W poszukiwaniu niższych płac i ulg podatkowych także koreańscy inwestorzy coraz częściej zapuszczają się w głąb Państwa Środka. Gdyby doszło do zjednoczenia, nie musieliby stawiać fabryk za granicą.

 

Część południowych koncernów już teraz inwestuje na Północy. W 2004 r. w prowincji Kaesong, sąsiadującej od północy przez granicę z prowincją Paju, otwarto specjalną strefę ekonomiczną, którą zawiaduje spółka należąca do Hyundaia. Strefa to główne źródło dewiz komunistycznego reżimu w Pyongyangu. W 2012 r. ma w niej pracować 750 tys. osób, ale póki co, sto południowokoreańskich firm zatrudnia tam 40 tys. robotników. Płacą im około 70 dol. miesięcznie, dwa razy mniej niż w Chinach i aż 30 razy mniej niż w Korei Płd. Korzystają nie tylko Koreańczycy: jesienią było głośno o szwedzkiej firmie produkującej dżinsy, których jedynym wyróżnikiem było miejsce produkcji. Mają mało oryginalny fason, dostępne są tylko w kolorze czarnym, gdyż niebieski dżins uchodzi w Korei Płn. za wymysł imperialistyczny.

 

Optymiści uważają, że Korea Płn. może szybko zasypać przepaść cywilizacyjną. Przypominają, że na Półwyspie Koreańskim już raz zdarzył się podobny cud, tyle że na Południu, które z kraju potwornie biednego za życia jednego pokolenia wyrosło na 14 potęgę gospodarczą świata. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ten wyczyn powtórzyć na Północy, tym bardziej że jej mieszkańcy mają kontakt z namiastką kapitalizmu. Na granicy z Chinami kwitnie kontrabanda, dobrze ma się czarny rynek, bo w miastach to targowiska są głównym źródłem zaopatrzenia w żywność. Państwowy system rozdziału nie wystarcza, więc rządzący komuniści godzą się na bazarową prywatną inicjatywę. Ale i ciągle z nią walczą. W grudniu zeszłego roku Kim Dzong Il zarządził rabunkową denominację, wymierzoną w spekulantów i drobnych handlarzy, którzy wzbogacali się na pełzającej rewolucji wolnorynkowej.

 

Dwie planety, dwa strachy

 

Zjednoczenie zgrabnie wypada w wyliczeniach księgowych, ale nie byłoby łatwe. W latach 90. południowokoreańscy naukowcy i pracownicy ministerstwa zjednoczenia (tak, jest tu takie) tłumnie pielgrzymowali do Niemiec, by wybadać, czy niemiecki model da się powtórzyć w Korei. Orzekli, że powtórka jest wykluczona. Na Półwyspie Koreańskim zaczęła się już siódma dekada podziału (liczona od początku wojny), w Niemczech rozwód trwał kilkanaście lat krócej. I różnice między wschodnimi i zachodnimi Niemcami nie były tak olbrzymie jak między Koreami: w 1990 r. RFN była ledwie trzy razy zamożniejsza od NRD. W Korei ta proporcja wynosi 1:20!

 

W jednoczących się Niemczech po obu stronach granicy żyli ludzie, którzy nieźle się znali, tymczasem w Korei powoli odchodzi ostanie pokolenie, które pamięta się jeszcze sprzed wojny koreańskiej (1950–1953). Nic więc dziwnego, że najmłodsze pokolenie południowych Koreańczyków traktuje ubożuchnych kuzynów z Północy jak groźnych mieszkańców odległej planety, a na co dzień ma ich w nosie. Zjednoczenie pozostaje oficjalnym celem politycznym Południa, ale poparcie dla tej operacji spada z 91,6 proc. w 1994 r. do około 60 proc. dziś, na dodatek prawie jedna piąta Koreańczyków z Południa zdecydowanie się zjednoczeniu sprzeciwia.

 

Obawy budzi tsunami migracji, które przelałoby się przez półwysep, choć eksperci uspokajają, że jeśli Północy zapewni się atrakcyjne warunki rozwoju, odpływ stamtąd nie powinien być duży. Natomiast wielce prawdopodobna byłaby dyskryminacja mieszkańców Północy, większość z nich nigdy nie korzystała z komputera, a musieliby integrować się z jednym z najbardziej skomputeryzowanych społeczeństw świata. Nie wiadomo także, co po ewentualnym połączeniu zrobić ze spuścizną komunizmu, ani jak uporać się z rozliczeniem zbrodni reżimu. A trzeba pamiętać, że zjednoczenie nie byłoby tylko wewnątrzkoreańskim problemem.

 

Trudno oczekiwać, że Chiny, Japonia, Rosja, a nawet bliski sojusznik Korei Płd. – USA bezczynnie asystowałyby przy narodzinach giganta gospodarczego i technologicznego dysponującego bronią atomową. Zniknięcie Korei Płn. nie leży w interesie Chin i Rosji, jej możnych protektorów. Z kolei bardzo silna Korea to także zmartwienie Japonii, która patrzy na obie Koree, jak kiedyś Francja na Niemcy – dobrze, że są dwa państwa, a nie jedno. Strachy są po obu stronach, według sondażu opinii z grudnia zeszłego roku grubo ponad jedna trzecia Koreańczyków z Południa właśnie Japonię uważa za największego wroga, w zbiorowej koreańskiej pamięci Japonia zapisała się brutalną okupacją z pierwszej połowy XX w. Na Południu znacznie mniej osób obawia się reżimu Kim Dzong Ila. Zaskakujące, prawda?

 

Artykuł ukazał się w “Polityce“. Jego autorem jest Jędrzej Winiecki.

0

Nie ma powodu, żeby się nie spotkać z Kim Jong Ilem.

Prezydent Korei Południowej, Lee Myung Bak powiedział w wywiadzie dla BBC: „Jestem zawsze gotowy do spotkania z Kim Jong Ilem, nie ma żadnego powodu, dla którego nie miałbym się spotkać z nim jeszcze w tym roku”.

 

W rozmowie z BBC, prezydent Korei Południowej wyjaśnił swój punkt widzenia: „Powinniśmy prowadzić dialog między sobą oraz rozmawiać o północnokoreańskim programie atomowym. Musimy zaangażować  się w proces wzajemnego pojednania i współpracy”

 

Jeśli chodzi o próby artyleryjskie dokonane przed trzema dniami, Lee Myung Bak rzekł: „Z tego co wiem pociski północnokoreańskie nie przekroczyły linii wód KRLD”. Nawiązując do ostatniej wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej Korei Południowej, Kim Tae Younga, dotyczącej ewentualnej akcji prewencyjnej w przypadku zagrożenia ze strony Pjongjangu, prezydent Lee chcąc uspokoić nastroje, określił ją jako „teoretyczny pomysł”, oparty wyłącznie na standardowych teoriach militarnych.

 

Słowa południowokoreańskiego prezydenta wskazują na chęć wznowienia rozmów Seulu z Pjongjangiem. Niewiadomo natomiast czy Kim Jong Il będzie skłonny do ustępstw (w postaci np. powrotu do rozmów sześciostronnych na temat północnokoreańskiego programu atomowego) , które doprowadziłyby do rozpoczęcia rokowań pokojowych z Koreą Południową.

 

źródło: http://www.dailynk.com/

0

Przegląd systemu prawnego w Korei Północnej

Przedstawiamy krótki zarys systemu prawnego Korei Północnej, stworzony na podstawie badań Patricii Goedde*. Tłumaczenie i opracowanie własne.

 

 

Historia Prawa:

Wiele sił politycznych kształtowało obecny charakter systemu prawa w Korei Północnej. Na obecny jego kształt wpłynął kolonializm Japonii (1910-1945) oraz system sowiecki.

W czasach okupacji Japonia dość mocno zaangażowała się w tworzenie zasobów prawa w ówczesnej Korei (narzucono japoński język, systemy prawa, wyszkolenie prawników, policja etc.), Jednak okupant nie narzucał go całkowicie, koreański system nie zachował żadnego związku z japońskim prawem porządku publicznego np. w kwestiach związanych z pokrewieństwem i dziedziczeniem.

Po 1945 roku widać już znaczne wpływy ZSRR na system prawny w KRLD. Otóż ówczesny prezydent Kim Doo-bong uchylił wszystkie przepisy japońskie. I tak dzięki delegowanemu przez ZSRR doradców prawa, system koreański zaczął silnie poddawać się sowieckiemu wzorowi sądownictwa. Dla przykładu oprócz swoich zasadniczych kompetencji władze kształciły obywateli oraz przestępców, aby nie opuszczała ich wiara w prawo ani w partie rządzącą.

Niezależnie od sowieckiej praktyki prawa, socjalizm miał największy wpływ na północną cześć Korei, czego zwieńczeniem było zaadoptowanie zasad markisistowsko-leninowskich. Krótko mówiąc ideologia ta twierdzi, że prawo jest narzędziem panującej burżuazji, dlatego socjalistyczne prawo jest innym gatunkiem, jest instrumentem dyktatury proletariatu. Teza ta funkcjonowała aż do 1972 roku, kiedy to Teoria Dżucze zawitała w konstytucji. Filozofia ta funkcjonuje do dziś i krótko mówiąc określa się ją, jako: samodzielność bądź niezależność w polityce, ideologi, ekonomi.

 

Struktura polityczno-prawna:

Konstytucja KRLD ustanawia zasadnicze organizacje aparatu partyjnego, które funkcjonują według następującego porządku:

  • Supreme People’s Assembly (SPA) – (Najwyższe Zgromadzenie Ludowe)
  • National Defense Commission (NDC) (Narodowa Komisja Obrony)
  • SPA Presidium
  • Cabinet – (Rada Ministrów)
  • Local People’s Assembly – (Lokalne Zgromadzenie Ludowe)
  • Local People’s Committee – (Lokalny Komitet Ludowy)
  • Public Procurators’ Office – (Państwowe Biuro Prokuratorskie)
  • Court – (Sąd)

* Będę się posługiwał głównie pierwotnymi angielskimi nazwami i skrótami

Partia Pracy Korei (PPK) jest najistotniejszą strukturą ze wszystkich wymienionych instytucji. Jest to najwyższy organ państwa, dominuje nad SPA. Sprawdza ona potencjalnych kandydatów na wybory z ramienia SPA i ewentualnie zaprasza do PPK, to samo tyczy się Local People’s Committee, gdzie prawo do startu w wyborach uzależnione jest od decyzji PPK.

SPA określa politykę i budżet państwa, wybiera przewodniczącego i członków Narodowej Komisji Obrony, także członków i przewodniczącego Rady Ministrów. Przyjmuje sprawozdania i działania płynące od rządu. Sesja trwa kilka dni i jest zwoływana raz lub dwa razy do roku.

SPA Presidium z kolei ma większe kompetencje niż SPA, członkowie są wyżsi rangą. SPA Presidium sprawuje władzę ustawodawczą, zwołuje sesje SPA, interpretuje konstytucję i prawo. Może tworzyć i likwidować rząd. Ratyfikuje traktaty zagraniczne. Kim Yong-nam jest obecnym przewodniczącym SPA.

Sądy i Prokuratorzy (Court and Public Procurators’ Office) są odpowiedzialni wobec SPA Presidium lub SPA w czasie sesji.
Sąd tworzy tzw. trójkowy system: centralnego sądu, 12 sądów wojewódzkich oraz około 100 ludzi ściśle powiązanych z władzą sądowniczą. W zasadzie Local Pepole’s Assembly wybierają sędziów i ludzi ściśle im podległych, lecz nie oszukując się, głównie to PPK wszystkiemu przewodniczy. SPA z kolei powołuje i odwołuje głównego prokuratora oraz może wybrać lub przenosić głównego sędziego. Prawnicy i przedstawiciele tej grupy otrzymują wynagrodzenie od państwa. Oczywiście ich główną rolą jest reprezentowanie państwa – o obywatelach nie ma mowy.

Local People’s Committees w szczególności sprawdzają nadużycie władzy przez urzędników. Rozpowszechniają informacje prawne oraz je interpretują. Nadzorują jednostki pracy.

 

System prawny ewoluuje i jest poddawany wielu zmianom, częściowo za sprawą rządu, który zmierza do ustalenia priorytetów inwestycji zagranicznych. Na przykład Korea Północna kładzie coraz większy nacisk na trenowanie przyszłych „biznesowych” prawników, głównie na poziomie uniwersyteckim. Delegowani są oni do specjalnych stref ekonomicznych takich jak Kaesong Industrial Complex, które posiadają odrębny system prawny.

Badania nad systemem prawnym Korei Północnej są rzadkością, czego przyczyną jest mocne odizolowanie się kraju od reszty świata. Jednakże istnieją niektóre materiały na uniwersytetach specjalizujących się w tematyce Azji, głównie w USA, gdzie można pogłębiać wiedzę z systemu prawniczego KRLD.

 

Dla głodnych wiedzy:

*Źródło głównych przepisów prawa i regulacji KRLD – Chosŏn Minjujuŭi Inmin Konghwaguk pŏpchŏn: taejungyong [조선민주주의인민공화국법전 : 대중용] (P’yŏngyang: Pŏmnyul Ch’ulp’ansa, 2004).

*Historia Prawa: For a guide on researching North Korean legal history, see Sung Yoon Cho, Law and Legal Literature of North Korea: A Guide (Washington, D.C.: Library of Congress, 1988).

*Ogólny zarys państwa I społeczeństwa Korei Północnej:

Yonhap News Agency, North Korea Handbook, translated by Monterey Interpretation and Translation Service (Armonk, N.Y.: M.E. Sharpe, 2003).

 

Kilka źródeł internetowych:

http://www.novexcn.com/north_korea_contents_main.html

http://ifes.kyungnam.ac.kr/eng/default.asp

http://nautilus.org/DPRKBriefingBook/index.html

 

*Patricia Goedde – jest profesorem prawa w Sungkyunkwan University School of Law w Seulu.

Opracował: Andrzej Gembiak


 

 

0

Biografia Liu Xiaominga, ambasadora Chin w KRLD

Ze względu na odejście Liu Xiaominga ze stanowiska ambasadora ChRL w Korei Północnej, przedstawiamy dziś jego biografię.

 

 

Biografia:
1970-1974  – Uniwersytet Języków Obcych w Dalian, ChRL;
1974-1975  – urzędnik MSZ ChRL;
1975-1978  – doradca ds. politycznych, chińska ambasada w Zambii;
1978-1982  – urzędnik Biura ds. Stanów Zjednoczonych, Departament ds. Ameryki Północnej i Oceanii, MSZ ChRL;
1982-1983  – Wyższa Szkoła Prawa i Dyplomacji – Fletcher, Uniwersytet Tufts, Stany Zjednoczone;
1983-1989  – Wicedyrektor biura ds. Stanów Zjednoczonych, Departament ds. Ameryki Północnej i Oceanii, MSZ ChRL;
1989-1990  – II sekretarz ambasady chińskiej w Stanach Zjednoczonych;
1990-1993  – I sekretarz ambasady chińskiej w Stanach Zjednoczonych;
1993-1994  – dyrektor Biura ds. Stanów Zjednoczonych, Departament ds. Ameryki Północnej i Oceanii, MSZ ChRL;
1994-1995  – doradca Departamentu ds. Ameryki Północnej i Oceanii, MSZ ChRL;
1995-1998  – wicedyrektor generalny Departamentu ds. Ameryki Północnej i Oceanii, MSZ ChRL;
1998-2001  – wiceambasador chińskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych;
2001-2003  – ambasador ChRL w Egipcie;
2003-2004  – ambasador, w MSZ ChRL;
2004-2005  – zastępca gubernatora prowincji Gansu;
2005-2006  – wiceminister w Centralnym Biurze Spraw Zagranicznych ChRL;
2006-2010  – ambasador ChRL w Korei Północnej;

Jest mężem Hu Pinghua, która też służy w dyplomacji. Mają jednego syna. 

Opracowanie własne

0

A jednak się udało…

Od dłuższego czasu słyszymy o coraz częstszych próbach ucieczki obywateli północnokoreańskich. Te próby są udane, bądź też nie (niestety tych nieudanych jest więcej). Udane kończą się próbą ułożenia sobie na nowo życia w nowej ojczyźnie; nieudane oznaczają natomiast automatyczne zesłanie całej rodziny do obozu pracy.

 

Jedną z najbardziej spektakularnych ucieczek była ,,akcja” przeprowadzona przez północnokoreańskiego dyplomatę w Etiopii. Ów urzędnik w listopadzie 2009 r. zdołał zbiec do południowokoreańskiej ambasady. Na chwilę obecną ta informacja pozostaje jeszcze nie potwierdzona. Prawdopodobny scenariusz ucieczki dyplomaty wyglądał następująco:
– 40-letni dyplomata (z zawodu także lekarz) zwrócił się o azyl do południowokoreańskiej ambasady w Addis Abebie.
– Przez kilka tygodni oczekiwał na decyzję.
– Strona południowokoreańska wydała pozytywną opinię. Urzędnik został przewieziony bezpiecznie do ambasady Korei Południowej.

Wówczas ambasador Korei Północnej w Etiopii wezwał swojego południowokoreańskiego odpowiednika w celu uzyskania wyjaśnień. Jedną z gróźb było ustawienie przeszkody w postaci samochodów z KRLD u bram południowokoreańskiej ambasady.
Tysiące zwykłych Koreańczyków z Północy uciekło w ostatnich latach przed głodem i prześladowaniami politycznymi do Korei Południowej. W większości ich droga wiedzie przez Chiny. Od wojny koreańskiej, która zakończyła się w 1953 roku rozejmem, na Południe uciekło 17 tysięcy Koreańczyków.

0

Polityzacja życia gospodarczego Korei Północnej: Dodatkowa funkcja Jang Sung Thaeka

Ekonomia północnokoreańska funkcjonuje coraz gorzej. Z tego powodu została utworzona instytucja finansowa pt. „Międzynarodowa Grupa Inwestycyjna Taepung – Korea”. Poniżej Kim Yang Gon (po lewej) a obok Jang Sung Thaek (szwagier Kim Jong Ila).

Ta instytucja ma kierować sprawami finansowymi dużych inwestycji na terenie Korei Północnej.
Do zarządu spółki wejdą m. in Kim Yang Gon (dyrektor generalny) – przewodniczący Komitetu Zjednoczenia Korei – oraz Jang Sung Thaek – szwagier Kim Jong Ila. Inny członek zarządu to Pak Chol Su, Koreańczyk z Północy, mieszkający w Chinach.

 

 

 

 

0

Dwudziesty doroczny raport Human Rights Watch na temat przestrzegania praw człowieka na świecie

Dwudziesty Światowy Raport stanowi przegląd najważniejszych zagadnień w dziedzinie praw człowieka w 2009 r. Jak zwykle, Korea Północna została oceniona jako jedno z najgorszych państw na świecie, jeśli chodzi o przestrzeganie tych praw.

 

Raport wskazuje na konkretne przykłady łamania praw jednostki, jak np. całkowity brak opozycji w kraju, brak wolnych mediów czy wolności wyznania. Jako „poważne problemy” w KRLD wymienia się aresztowania i przetrzymywanie więźniów bez wyroku sądowego, tortury oraz brutalne zatrzymania. Raport zwraca uwagę także na publiczne egzekucje, które wykonywane są za takie przestępstwa, jak: kradzież mienia państwowego, gromadzenie zapasów żywności czy inne „antysocjalistyczne” wykroczenia.
Raport podkreśla też dramatyczną sytuację uciekinierów z Korei Północnej w Chinach, którzy żyją w ciągłym strachu przed aresztowaniem i ekstradycją. Ponadto kobiety stają się często ofiarą handlu ludźmi.
W raporcie padają także słowa krytyki pod adresem Korei Południowej, a konkretnie — inwestycji południowokoreańskich w Kompleksie Przemysłowym Kaesong, w którym firmy z Południa zatrudniają pracowników z Północy w warunkach dalekich od międzynarodowych norm prawnych dotyczących wolności zrzeszania się, prawa do rokowań zbiorowych, równości płci czy też pracy dzieci.

źródło: http://www.dailynk.com/

 

Pełny tekst Światowego Raportu 2010 dostępny jest na stronie : http://www.hrw.org/world-report-2010

Copyright © 2007-2017 Pukhan.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: SYNTAX