Stosunki polityczne
0

Dlaczego Polska musi utrzymywać stosunki dyplomatyczne z Koreą Północną ?

Korea Północna to kraj jednego człowieka i jednej Partii, ale warto zaznaczyć, że Polska mimo iż sprzeciwia się takiemu systemowi nie ma nic przeciwko narodowi północnokoreańskiemu, który w dużej mierze cierpi. Jedynymi osobami, które korzystają z pomocy chińskiej są te z najwyższych sfer politycznych oraz mieszkające w stolicy Korei Północnej, którą jest Pjongjang. Natomiast reszta społeczeństwa nie wie co się dzieje poza granicami Korei Północnej i dalej żyje w trudnych warunkach pod presją ideologii. Tym osobom należy pomóc, i Polska powinna coś zrobić w tym kierunku, popierając na przykład polskie organizacje, które wspierają uchodźców z Korei Północnej.
Obecnie w Polsce żyje okolo 75 Koreańczyków z Północy. Ciężko jest poznać prawdziwe statystyki ponieważ część z nich pracuje legalnie, a część
nielegalnie. W Polsce mieszka także przyrodni brat Kim Jong Ila –Kim Pyong Il, który w latach siedemdziesiątych chciał być przywódcą Korei Północnej, ale Kim Jong Il odsunął go od polityki i odesłał do Europy. Na dzień dzisiejszy, Kim Pyong Il jest szczęśliwy w Polsce, z daleka od problemów rodzinnych i pheniańskich niebezpieczeństw.

Kim Pyong Il z żoną, podczas pobytu jako ambasador w Finlandii. (Źródło: Agencja Yonhap)

Polska ma więc misję, którą jest poinformować naród północnokoreański, o tym, jak ich władza wykorzystuje społeczeństwo. Polska ma obowiązek moralny przyjąć Koreańczyków, którzy będąc w naszym kraju, mogą obserwować inne realia (przypomnijmy, że propaganda północnokoreańska twierdzi, że Korea Północna jest rajem na Ziemi). Dlatego przyjmowanie studentów z Korei Północnej, naukowców, lub innych osób to wielka przysługa dla narodu północnokoreańskiego, ale gorsza z punktu widzenia jego elit, które chcą utrzymywać obraz obecnej Korei Północnej.

Trzeba jak najbardziej promować akcję Janiny Ochojskiej, która jest szefową Polskiej Akcji Humanitarnej i pomaga wysyłając pomoc medyczną, szpitalowi założonemu przez naszych lekarzy w Korei Północnej w latach pięćdziesiątych.

Jak napisałem jakiś czas temu, Kredyt Bank Polska prawdopodobnie współpracuję z władzami północnokoreańskimi. Nie wiadomo, czy to są legalne operację, czy nielegalne, ale Organizacja Narodów Zjednoczonych twierdzi, że nie jest to legalne. Komisja Finansów Publicznych nie chciała tego komentować. Instytucje publiczne, nic (lub nie wiele) robią przeciwko nielegalnym działaniom Korei Północnej. Podaję kolejny przykład: Korea Północna jest winna Polsce kilka milionów dolarów, ale jednocześnie prosi Polskę o kolejne miliony, i chce anulowania poprzedniego zadłużenia. Kiedy polskie władze zapytały dlaczego ponownie proszą o wsparcie finansowe, władze północnokoreańskie odpowiedziały, że to nie ich sprawa. Jak się ta sprawa zakończyła? Władze Pjongjangu oddały Warszawie 10 % wartości pierwotnego długu, a Warszawa nie udzielała kolejnych pożyczek.

Miałem okazję spotkać się z polskimi dyplomatami którzy służyli w Pjongjangu. Jeden z nich opowiedział mi anegdotę, jak to przekazał Północnokoreańskiemu MSZowi, butelki polskiej wódki ze swoim autografem, a dwa dni później znalazł ją na półkach głównego sklepu dla obcokrajowców !

Czy polski internet powinien zawierać polskie strony internetowe, które popierają reżim północnokoreański ? Czy możliwe, że polska wersja strony www.krld.pl zawiera m.in. poematy gloryfikujące Kim Jong Ila i Kim Ir Sena oraz życzenia o następującej treści: “Z okazji przypadającej 15. kwietnia 97. rocznicy urodzin Wielkiego Wodza, Wiecznego Prezydenta KRL-D, Towarzysza Kim Ir Sena, przekazujemy wszystkim życzenia zdrowia i pomyślności, a także zapraszamy do odwiedzenia okolicznościowej galerii poświęconej osobie Prezydenta.” ?

Podsumowując, Polska musi jak najbardziej rozwijać stosunki dyplomatyczne z Koreą Północna, ale musi się przy tym szanować. Tego właśnie najbardziej brakuje w gestach polskich dyplomatów, będących pod presją Unii Europejskiej, która dąży do ujednolicenia polityki zagranicznej wobec Korei Północnej.

Nicolas Levi

Powyższy tekst nie wyraża opinii redakcji portalu www.pukhan.pl, lecz opinię autora. Jeśli się z nią nie zgadzasz zachęcamy do polemiki, która zostanie opublikowana na naszej stronie.

0

Czy mianowanie Polaka jako ambasadora Unii Europejskiej w Korei Południowej ma jakieś znaczenie ?

Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton ogłosiła pierwszą listę nominacji na ambasadorów Unii Europejskiej. Wśród 26 nazwisk jest dwójka Polaków. Tomasz Kozłowski pojedzie na placówkę do stolicy Korei Południowej, Seulu. Z kolei Joanna Wronecka, była ambasador Polski w Maroku, będzie reprezentowała interesy UE w Jordanii. Jaka będzie rola Pana Tomasza Kozłowskiego?

Ambasador Tomasz Kozłowski jest byłym ambasadorem Polski w Pakistanie i byłym szefem Departamentu Azji i Pacyfiku w Polskim Ministerstwie do Spraw Zagranicznych. Tomasz Kozłowski pokieruje ambasadą UE w stolicy Korei Płd. Seulu.

Dotychczasowe rezultaty działań polskiego MSZ-u w kwestii starań o stanowiska dla Polaków w dyplomacji unijnej można było delikatnie nazwać porażką. Mianowanie dwóch dyplomatów z naszego kraju stanowi dobrą wiadomość dla polskiej polityki zagranicznej. Korea Południowa to kluczowy gracz w Azji, z którą Unia chce ostro rywalizować w międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Dlatego wygląda na to, że rola Tomasza Kozłowskiego będzie znacząca.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski cieszy się, że UE doceniła „jakość” polskich kandydatur. Polska ma także swego ambasadora w Korei Północnej, generała Edwarda  Pietrzaka, który wcześniej urzędował jako ambasador w Iraku.

0

Komunista komuniście nierówny – grupy walczące o władzę w Korei Północnej w latach 1945-1949

Korea Północna jest najlepszym przykładem na to, że sposób wprowadzania systemu komunistycznego wcale nie służył temu, by realizować tam ideę raju na ziemi dla wszystkich.

Każdy początek „władzy ludu” miał oprócz wyeliminowania „wrogów ludu” również na celu „zlikwidowanie wewnętrznej konkurencji”. Było tak niemal w każdym kraju, który został poddany eksperymentowi komunistycznemu. Związek Radziecki, Chiny, Polska… Przykładów możemy wymienić mnóstwo. Nie inaczej było w przypadku Korei Północnej, której „komunizm” występował w kilku wydaniach. Oczywiście tylko jeden z nich mógł szerzej zaistnieć.

W znakomitej książce profesora Waldemara Dziaka „Korea Północna – u źródeł rodzinnej sukcesji władzy”, autor przypomina różne odcienie komunizmu na półwyspie koreańskim i analizuje, dlaczego to właśnie grupa związana z Kim Ir Senem wygrała. Cytując autora przypominamy owe frakcje, które działały w latach 1945 – 1949.

I. Komuniści lokalni. Nie mogli początkowo przekonać się do Wielkiego Wodza, bo go po prostu nie znali. Nie mieli z nim żadnych kontaktów i gdy przybył do kraju ze Związku Radzieckiego, traktowali go z nieufnością i podejrzliwością. On sam nie miał jeszcze zbyt mocnej pozycji w ruchu, ale z racji tego, iż sowieccy okupanci uznali, że lokalne siły zagrażają  ich dominacji na tym terenie (niezależnie od nich powołali Północnokoreański Komitet Odbudowy Partii Komunistycznej) wówczas zaczęli „pomagać” Kimowi w przejęciu władzy. Z pomocą represyjnych metod wobec niepokornych.

II. Komuniści z południa. Ich lider Pak Hon-Young miał wspaniały życiorys rewolucyjny (siedział w japońskim więzieniu). Poza tym wiedział jak wygląda życie codzienne działacza politycznego. Był wykształcony i elokwentny. Niestety… powiązania z ZSRR były niezbyt mocne, a to sugerowało, iż nie będzie lokalną marionetką Moskwy, jaką został Kim Ir Sen. Nie było więc szans, by jego Komunistyczna Partia Korei mogła szerzej zaistnieć.

III. Komuniści koreańscy z Chin. Potraktowani przez sowieckie władze okupacyjne jako śmiertelne zagrożenie. Ich celem było przyjęcie bardziej nacjonalistycznej wersji komunizmu. Nie popierali szybko tworzonej przez Sowietów partii komunistycznej. Co ciekawe Nowa Partia Ludowa, którą założyli cieszyła się sporym zainteresowaniem wśród Koreańczyków i do końca sierpnia 1946 liczyła koło 50 tysięcy członków. To znacznie więcej, niż forsowana przez Sowietów Partia Kima. Wzbudziło to naturalny niepokój Wielkiego Brata o własne interesy w tym regionie.

IV. Komuniści tzw. sowieccy Koreańczycy. Były to osoby wychowane, bądź urodzone na terenie Syberii, wokół miasta Irkuck. Wielu z nich działało w Armii Czerwonej, bądź NKWD. Język koreański był im właściwie obcy. Było ich około 200 i czuli się dumni z tego, iż są honorowani jako „sowieccy Koreańczycy”. Wielu z nich wówczas zajmowało wysokie stanowiska w strukturach państwowych i partyjnych. Nie mieli jednak ochoty na głębszą integrację z Koreą Północną. Po wykonaniu rozkazów, chcieli w znacznej większości, po prostu wrócić do ZSRR.

V. Komuniści – partyzanci Kim Ir Sena. Rodzi się pytanie – dlaczego sowieci postawili właśnie na nich. Była to partyzantka, która składała się głównie z analfabetów. Mieszkali z dala od ojczyzny i nie specjalnie mieli pojęcie o realnych problemach Koreańczyków. Byli jednak w przeciwieństwie do „sowieckich Koreańczyków” bardziej zaangażowani, by pozostać w Korei na stałe. Poza tym mieli świadomość, że wszystko, co posiadają zawdzięczają tylko i wyłącznie Stalinowi i władzom okupacyjnym. Potrafili się odwdzięczyć za kredyt zaufania, który dostali.

Kim Ir Sen z konkurencją poradził sobie w typowy stalinowski sposób. Eliminacja, prowokacja, fałszywe posądzenia o zmyślone przestępstwa. Działo się tak za cichą zgodą Moskwy, która zauważyła, że w tym momencie musi walczyć o swoją strefę wpływów. Ideowi komuniści nie mieli przy tym żadnych szans. Ideał szybko sięgnął bruku. W czerwcu 1949 dochodzi do zjednoczenia ruchu komunistycznego i powstania Partii Pracy Korei.

Okres dochodzenia Kim Ir Sena do władzy dyktatorskiej przypomina, jak łatwo ideały romantyczne (komunizm utopijny) są deptane przez brutalną rozgrywkę o władzę.

Jednak po latach miało się okazać, że ZSRR niekoniecznie postawiło na najlepszego konia w tej rozgrywce. Ale to już inna opowieść.

0

Wizyta Kim Jong Ila w Chinach

Źródła południowokoreańskie podały, że Kim Jong Il spotkał się z chińskim prezydentem Hu Jintao, podczas sekretnej wizyty północnokoreańskiego przywódcy w północno-wschodnich Chinach. Spotkanie liderów obu azjatyckich państw miało służyć prawdopodobnie zwiększeniu dynamiki stosunków pomiędzy Chinami a Koreą Północną.

Kim Jong Il wjechał do Chin 26 sierpnia w godzinach porannych. Najpierw odwiedził szkołę w Jilin, do której uczęszczał Kim Ir Sen podczas okupacji japońskiej w Korei przed II wojną światową. 27 sierpnia przywódca KRL-D przybył do Changchun, gdzie zatrzymał się na noc i podobno miał się spotkać z Hu Jintao. Istnieje także duże prawdopodobieństwo, że w tym samym czasie Kim rozmawiał także z innymi ważnymi urzędnikami, w tym z Xi Jinpingiem, wymienianym jako potencjalny następca Hu Jintao.

Wizyta Kim Jong Ila wiąże się prawdopodobnie z potrzebą wzmocnienia więzi z ostatnim sojusznikiem KRL-D, w związku ze zbliżającą się nieuchronnie sukcesją władzy w Pjongjangu. Innym powodem poszukiwania wsparcia Chin są coraz większe problemy z brakiem żywności, zwłaszcza po ostatnich powodziach w Korei Północnej. W obliczu zaostrzonych sankcji finansowych ze strony Seulu i Waszyngtonu, Chiny są ostatnią deską ratunku nie tylko dla rządu w Pjongjangu, ale także dla dużej części obywateli Korei Północnej.

Źródło: DailyNK.com

0

Prezydent Korei Pd: Trzyetapowy program zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego

Prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak podczas przemówienia z okazji Dnia Wyzwolenia Korei nakreślił trzyetapowy program zjednoczenia Korei. Wysunął także pomysł stworzenia specjalnego podatku „na zjednoczenie”, z którego wpływy miałyby zostać przeznaczone na sfinansowanie zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego. Pokojowe deklaracje prezydenta są potrzebne, ale bardzo ogólnikowe i mało realne.

 

Zdaniem prezydenta, obu Koreom potrzebne są współpraca i rozwój, zamiast konfrontacji i stagnacji. Pierwszym etapem na długiej drodze do zjednoczenia Korei powinno być utworzenie „pokojowej społeczności”, po obu stronach 38. równoleżnika, która wytworzy klimat przyjaźni między oboma państwami koreańskimi i dążyć będzie do ich integracji.

Warunkiem koniecznym do wejścia na trójelementową ścieżkę zjednoczenia musi być jednak rezygnacja władz KRL-D z programu atomowego. A na to szans w chwili obecnej nie ma.

Następny krok to zakrojone na szeroką skalę działanie za rzecz kooperacji i wymiany gospodarczej – szczególnie pomoc ekonomiczna dla Korei Północnej, której gospodarka jest obecnie w fatalnym stanie. Jeśli zjednoczenie stanie się kiedykolwiek realną możliwością, wyrównanie poziomu rozwoju gospodarek Północy i Południa będzie kosztowało setki miliardów dolarów.

Stąd wysunięty przez Lee Myung-baka pomysł stworzenia podatku „na zjednoczenie”. Przychody z niego miałyby w przyszłości pokryć bardzo wysokie koszty integracji społeczno-politycznej oraz gospodarczej z KRL-D.

Ostatnim elementem zjednoczeniowych dążeń będzie, zdaniem przywódcy Korei Południowej, „zburzenie systemowego muru” jaki dzieli Koree ze względu na dwa, bardzo różne ustroje polityczne. Przełamanie ustrojowych barier w wizji prezydenta doprowadzić ma do powstania społeczeństwa, w którym wszystkim Koreańczykom zagwarantowane będą podstawowe prawa i wolności.

Prezydent Korei Południowej docenił także wagę niedawnych bezprecendensowych słów premiera Japonii, który wyraził skruchę z powodu trwającego 35 lat kolonialnego panowania nad Koreą przez Cesarstwo Japońskie. Przeprosił Koreę (dodać należy, że tylko Południową) za „olbrzymie szkody i cierpienie”, jakie wyrządziła japońska okupacja w latach 1910-1945.

Lee podkreślił również konieczność uchwalenia przez parlament (Zgromadzenie Narodowe) poprawek do konstytucji Korei Południowej, zmieniających system wyborczy oraz podział administracyjny tego kraju, w celu złagodzenia międzypartyjnej konfrontacji i zwiększenia wydajności urzędników państwowych.

Politycy i komentatorzy przychylni prezydentowi ocenili jego przemówienie jako prezentację „nowego paradygmatu” w stosunkach zarówno wewnętrznych, jak i tych z Koreą Północną i Japonią. Krytycy, zwłaszcza z opozycyjnej Partii Demokratycznej, określili tezy Lee jako „pustosłowie”. Dodają, że powinien skoncentrować się na walce z bieżącymi problemami kraju, zamiast snuć odległe wizje zjednoczenia z Północą.

Pokojowe deklaracje prezydenta Lee w ciągu najbliższych miesięcy, a nawet lat z pewnością trudno będzie wcielić w życie wobec napięcia, jakie trwa między oboma państwami na Półwyspie Koreańskim. Prędzej czy później do zjednoczenia dojdzie. Pytanie, w jaki sposób i jakim kosztem.

Marta Polkowska
Źródło: The Korea Times na podstawie polska-azja.pl

 

Autorka jest również współpracowniczką serwisu pukhan.pl.

0

Sprawa Kredyt Banku – ciąg dalszy. Kto kłamie?

W rozmowie z Radio Free Asia, Nicolas Levi komentuje doniesienia o rzekomej współpracy Kredyt Banku Polska z Koreą Północną. Parę dni temu napisaliśmy o tym, że Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła jednogłośnie rezolucję dotyczącą poszerzenia reżimu sankcyjnego wobec KRL-D. Ostatni raport w tej sprawie wymienia polski oddział banku KBC (Kredyt Bank), wśród instytucji, które współpracują z władzami Korei Północnej. Bank odpowiada, że nie ma nic wspólnego z Koreą Północną. Kto kłamie? ONZ, czy KBC?

0

Rośnie napięcie na Półwyspie Koreańskim

Pjongjang ma zamiar odrzucić umowę, której celem było zapobieganie przypadkowym starciom tych państw na morzu.

To odpowiedź Korei Północnej na oskarżenia o posłanie na dno 26 marca południowokoreańskiej korwety. Pjongjang obwinia o to władze w Seulu.

Z kolei Korea Południowa jest w trakcie poważnych ćwiczeń marynarki wojennej. Korea Północna już ostrzegła, że jeśli któryś z południowokoreańskich okrętów przekroczy granicę morską pomiędzy oboma państwami, zostanie natychmiast ostrzelany.

W Seulu zorganizowano też manifestację w związku z zatopieniem południowokoreańskiego okrętu wojennego. Około 10 tysięcy ludzi domagało się zemsty za śmierć 46 marynarzy. Demonstranci, wśród których byli też weterani wojenni, wezwali do przeprowadzenia ataków odwetowych na Koreę Północną. W trakcie manifestacji spalono północnokoreańską flagę i podobiznę przywódcy tego kraju – Kim Jong Ila.

Tymczasem Rosja nie zamierza wspierać żadnych akcji wymierzonych w Koreę Północną, dopóki nie zostanie w pełni przekonana o udziale tego państwa w zatopieniu okrętu. Rzecznik rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych zaznaczył, że Seul musi najpierw przedstawić 100-procentowy dowód w tej sprawie.

Okazja do tego może się wkrótce nadarzyć. Rosyjscy śledczy wybierają się bowiem do Korei Południowej, gdzie na miejscu chcą ocenić wyniki tamtejszego śledztwa. Do tej pory Moskwa było wyłączona z postępowania. Dochodzenie prowadzone przez Seul, Stany Zjednoczone, Australię, Wielką Brytanię i Szwecję miało wykazać ponad wszelką wątpliwość, że korweta została zatopiona przez północnokoreańską torpedę. Pjongjang odrzuca jednak te oskarżenia.

Po zatonięciu okrętu wojennego zrywane są wszelkie więzy, łączące do tej pory Koree Północną i Południową. Seul wezwał też Radę Bezpieczeństwa ONZ do podjęcia działań przeciwko Pjongjangowi. Członkiem stałym tej Rady jest m.in. Rosja.

Źródło: IAR

0

Seul grozi Pjongjangowi, ale wojny nie będzie

Korea Północna poniesie konsekwencje zatopienia naszego okrętu wojennego – zapowiedział prezydent Korei Południowej Lee Myung Bak. Na razie zamroził kontakty handlowe z Pjongjangiem. A czy będzie wojna? Kim Jong Il przekazał żołnierzom Koreańskiej Armii Ludowej, aby byli gotowi zaatakować Koreę Południową, ale czy dojdzie do wojny? Wydaje się to być bardzo mało prawdopodobne, bo nie jest pewne, czy Korea Północna miałaby szanse zwyciężyć w tym konflikcie. Elity północnokoreańskie mają dużo do stracenia. Korea Południowa również nie może rozpocząć wojny z Północą, ponieważ wtedy inwestorzy uciekną z Korei Południowej, co może doprowadzić do wielkiego kryzysu gospodarczego.

 

Północnokoreańska torpeda, która 26 marca znienacka trafiła okręt „Cheonan”, powodując śmierć 46 marynarzy, wywołała w Seulu wściekłość. Południe długo zastanawiało się co zrobić. Lee Myung Bak zapowiedział, że nie będzie dłużej tolerować „brutalności” komunistycznego sąsiada. Mówił, że każdy kraj atakowany ma prawo do obrony i że Korea Południowa zamierza zeń skorzystać. Jednakże z naszej perspektywy jest praktycznie pewne, że wojna nie wybuchnie.

Jedyne co może robić Korea Południowa, to zamrozić kontakty handlowe. A to nic nie zmieni, bo Korea Północna będzie mogła swobodnie handlować z Chinami, a w najgorszym przypadku, specjalne strefy gospodarcze gdzie były obecne południowokoreańskie firmy, zostaną przejęte przez chińskie firmy. Nieprzypadkowo w ostatnich tygodniach w regiony te przybyły liczne delegacje handlowe z Chin.

Krótko mówiąc, wydaje się mało prawdopodobne, żeby wybuchła wojna, jednakże stosunki między Koreami prawdopodobnie na jakiś czas zostaną zablokowane. Można sobie wyobrazić, że Korea Północna dokona w przyszłości ataków terrorystycznych na terenie Korei Południowej, wiedząc, że nie grozi jej żaden odwet.

Copyright © 2007-2017 Pukhan.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: SYNTAX