System polityczny
0

Zmiana władzy w Korei Północnej (część 1)

Obecnie następcą Kim Jong Ila ma zostać Kim Jong Un. Wiadomo również, że proces sukcesji już się rozpoczął. Dowodem jest przekazanie ponad dwudziestu dekretów dotyczących tej kwestii różnym instytucjom politycznym na początku 2009 r.

Zazwyczaj przed ambasadą północnokoreańską, która mieści się przy ulicy Bobrowieckiej 1A na warszawskim Mokotowie, przedstawione są obrazy propagandowe z wizerunkami Kim Ir Sena i Kim Jong Ila. Na początku września 2009 r zdjęcia te zostały wymienione na inne, na których Kim Ir Sen już nie występował. Może to być znak, że propagandziści nie chcą już pokazywać jego obrazu poza granicami kraju i w ten sposób przygotowują świat do sukcesji po Kim Jong Ilu. W styczniu 2010 r. umieszczono nowe ideologiczne zdjęcie w gablocie przy wejściu do ambasady KRLD w Warszawie, na którym widać Kim Jong Ila w otoczeniu obecnego establishmentu północnokoreańskiego.

Niezależnie od tego, kim będzie następca przywódcy KRLD, na czele północnokoreańskiej sceny politycznej pojawią się kolejne, nowe osoby. Wynika to z tego, że system, który będzie funkcjonował po śmierci Kim Jong Ila, już powstaje. Obecny układ jest zgrany. Kim i elity północnokoreańskie właśnie wybierają osoby, które będą rządzić KRL-D po śmierci wodza. Te same osoby będą współpracować z jego następcą. Autor chce podkreślić, że ekipa Kim Jong Una składa się z osób, które są bliskimi współpracownikami Kim Jong Ila oraz z postaci, które są młodsze, ale już odgrywają dużą rolę w systemie Korei Północnej. Grupę tę można określić jako „wschodzące gwiazdy” tamtejszej sceny politycznej.

Wydaje się, że kolektyw jest jednym z możliwych rozwiązań, ponieważ nic nie wskazuje na to, by nowa władza miała skoncentrować się wokół jednej osoby. Oczywiście krążą plotki, że każdy syn Kim Jong Ila mógłby stać na czele Korei Północnej. Jednak są to tylko domniemania. Rzeczywistość pokazuje, że Kim Jong Un będzie następcą ojca a proces przekazywania mu władzy już się rozpoczął.

Kim Jong Il jest obecnie jedyną osobą, która dysponuje pełnią władzy politycznej i wojskowej. Dlatego nowy kolektyw północnokoreański został wybrany nie tylko przez członków elit północnokoreańskich, lecz także przez samego Kim Jong Ila.  Potrzebował on 20 lat, żeby zdobyć zaufanie elit północnokoreańskich. Istnieje prawdopodobieństwo, że Kim Jong Un nie będzie miał tyle czasu. Mimo, że będzie oficjalnym przywódcą KRL-D, to w rzeczywistości może stać się marionetką w rękach elit. Kim Jong Un może nie stać się wodzem w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ jest za młody i nie ma doświadczenia politycznego. Dlatego najprawdopodobniej będzie współpracował z kolektywem wybranym przez Kim Jong Ila. Czołowy analityk Sohn Kwang Joo podkreśla, że walka o władzę jest bardziej zaciekła niż w przypadku sukcesji Kim Ir Sena. Wtedy Kim Jong Il był jedynym potencjalnym sukcesorem ojca, gdyż nie miał ani przeciwników, ani braci. Teraz sytuacja jest inna. Analitycy twierdzą, że choroba Kim Jong Ila może być spowodowana walką synów o władzę.

Osoby, które będą należeć do kolektywu, zostały już przedstawione i scharakteryzowane w tym rozdziale. Są to ludzie powiązani bezpośrednio z rodziną Kim Jong Ila oraz ze strukturami wojskowymi, partyjnymi oraz biznesowymi. Te osoby muszą więc być bezpośrednio powiązane z parą, która będzie stać na czele KRLD: Jang Song Thaekiem i jego żoną, Kim Kyung Hee. W całym 2009 roku Kim Kyung Hee była widziana z Kim Jong Ilem 12 razy, z czego aż 10 razy tylko w grudniu. Natomiast w pierwszym kwartale 2010 roku widziano ją z nim 6 razy. Według północnokoreańskiego serwisu informacyjnego „Naenara”, Jang Song Thaek i Kim Kyung Hee pojawiają się publicznie także z obcokrajowcami, co miałoby świadczyć o tym, że ich rola i prestiż rosną.

0

Z cyklu: Czy warto wysadzić w powietrze Koreę Północną? Co należy robić ?

Wielu osób zastanawia się co zrobić z Koreą Północną. Dzisiaj przedstawiamy list czytelnika, który poruszał tą sprawę. Czekamy na wasze komentarze.

Autor: BooBoss

Nie za bardzo wiem jak zacząć tego maila ponieważ coraz brutalniej dociera do mnie bezsilność świata zewnętrznego w sprawie Korei. Dlatego może nie będę owijał w bawełnę tylko przytoczę moje przemyślenia w tej kwestii których nie traktuj proszę jako osobisty atak. Staram się po prostu przeprowadzić stanowczą polemikę z człowiekiem twojego pokroju, który doskonale zna problemy tamtejszego świata.

Przeczytałem przytoczone przez Ciebie artykuły – za wyjątkiem pierwszego czytałem już je wcześniej studiując tematykę tego „raju na ziemi”. W formie dygresji dodam, że nie bez powodu zdecydowałem się napisać właśnie do Ciebie, gdyż studiując przeróżne materiały uznałem, że jesteś osobą kompetentną, autorytatywną jak również władczą w prowadzeniu dyskusji w tym temacie.

Wracając do tematu – jak już wspomniałem zapoznałem się z przytoczonymi przez Ciebie materiałami i chyba rozumiem co próbujesz mi przekazać. Szczególnie wstrząsnął mną artykuł o testowaniu broni biologicznej na kobietach i dzieciach – jest to swoisty Auschwitz, jak w wykonaniu nazistowskich Niemców. Różnica polega na tym, że tamte wydarzenia wiązały się z potężnym konfliktem zbrojnym oraz próbą wytępienia wszelakich nie-nordyckich ras (chociaż jak oboje wiemy te motywy nie były do końca szczere). Nawet wówczas i w obliczu faktów zostało to potępione przez cały świat i uznane za akt masowego mordu a nie działania wojenne. Zaskakujące jest to, że dziś (ponad pół wieku później), kiedy to społeczeństwa są rzekomo bardziej „cywilizowane” dochodzi do takich rzeczy wewnątrz „suwerennego” kraju, na własnej ludności i w stanie rzekomego pokoju. Sam ten fakt oczywiście w 100% dyskredytuje KRL-D jako państwo o jakimkolwiek akceptowalnym ustroju politycznym – chociażby pod kątem przestrzegania podstawowych praw człowieka.

Nie wiem czy dobrze zrozumieliśmy się w naszej dotychczasowej korespondencji, ale mówiąc wprost nie bardzo rozumiem co zaproponowane przez Ciebie działania mogły by zmienić lub też po prostu zapoczątkować. Generalnie nawiązujesz do przekonania polskich „dygnitarzy” (mówiąc kolokwialnie) do podjęcia jakiś działań w stosunku do KRL-D – a przynajmniej tak to zrozumiałem. Owszem – tego rodzaju działania mogłyby doprowadzić do zaprzestania stosowania malwersacji przez ambasadę KRL-D w Polsce o której wspominasz w przytoczonym artykule. Nie sądzę jednak, żeby wprowadziło to jakieś znaczące zmiany w wewnętrznym życiu KRLD – co najwyżej utracą część wpływów. Artykuł o broni chemicznej „chwyta za serce” jednak władze polskie, czy każdego innego kraju doskonale zdają sobie sprawę z tego co tam się dzieje a między innymi dzięki twojej pracy. Wszystko to nie zmienia faktu, że bez względu na poziom empatii do narodu koreańskiego żadne państwo nie ma pomysłu w jaki sposób można by obalić panujący tam reżim. Tym samym państwo polskie należy do jednych z mniej wpływowych krajów odnośnie KRL-D. Chcąc przeprowadzić akcje zaproponowaną przez Ciebie należało by chyba bardziej uderzyć do USA.

Dochodząc do konkluzji nietrudno zauważyć, że KRL-D jest na tyle specyficzne, że aby dotrzeć do jej władzy najpierw trzeba przetrzeć się przez kordon ludności wiernej filozofii Dżucze. Chociaż KRL-D na arenie międzynarodowej niewiele może, to zawsze może postraszyć bronią atomową czy innymi takimi bredniami. W gruncie rzeczy stawia cały świat (i żeby było śmieszniej) samych siebie w impasie. Innymi słowy mogą dużo mówić ale nic nie mogą zrobić – podobnie świat, może nakładać sankcje i inne wymyślne pierdoły ale żadnej militarnej akcji nie przeprowadzi ponieważ obawia się ataku nuklearnego, napływu północnokoreańskiej ludności z którą nie wiadomo co zrobić itp. Tym samym dochodzimy do bardzo prostego i logicznego wniosku – z zewnątrz nie da się zrobić po prostu NIC. Jak wspomniałem w swoich rozważaniach (które oczywiście mogą być błędne gdyż jestem „amatorem tematu” a nie jego znawcą) wydaje mi się, że jakikolwiek przewrót wymaga „wewnętrznego” ataku psychologicznego na uprzywilejowaną ludność KRL-D cechującą się głównie wypranym mózgiem i bezgraniczną wiarą w system (co nie jest ich winą).

Nawiązując teraz do koncepcji walki z tym reżimem można jak najbardziej przeprowadzić taki psychologiczny „atak” za pośrednictwem władz różnych krajów – w tym Polski. Problem polega na tym, że kraje te doskonale zdają sobie sprawę z problemu Korei Północnej tylko nie wiedzą co z nim zrobić. Kwestia ataku nie zależy od wpływów politycznych czy finansowych tylko od wiedzy czysto psychologicznej jak do tych ludzi dotrzeć – a to już wykracza w pewnym sensie poza kompetencje rządów. Podobnie jak w innych dziedzinach wiedzy potrzeba specjalistów w danej dziedzinie którzy opracują plan przeprowadzenia takiego ataku (mówiąc o ataku psychologicznym a nie militarnym). Oczywistą rzeczą jest, że nie dysponujemy środkami technicznymi aby przeprowadzić taki atak samodzielnie (czyli chociażby rozsiać głupie ulotki) ale w naszej gestii leży wymyślenie jak taki atak miał by wyglądać. Następnie dopiero z propozycją planu działania można skierować się do rządów państw czy innych organizacji o pomoc w ich przeprowadzeniu. Upraszczając – ktoś znający mentalność i psychikę tych ludzi musi wymyśleć JAK a rządy i wojska muszą to fizycznie wykonać…odnoszę wrażenie to rządy poszczególnych państw czują się po prostu bezsilne wobec KRL-D.

Co należało by zrobić (nawet jeżeli z przyczyn technicznych, politycznych, itp. Jest to obecnie niemożliwe) aby dotrzeć do społeczeństwa Korei Północnej i uzmysłowić im w jakim świecie żyją. Wydaje mi się, że dotarcie do ludności tego kraju jest podstawą do przeprowadzenia jakichkolwiek innych działań mających na celu obalenie istniejącego tam reżimu.

Z wyrazami szacunku,

BooBoss

0

Czy warto wysadzić w powietrze Koreę Północną?

Próbując odpowiedzieć na to trudne pytanie, przedstawiamy dzisiaj krótką analizę.

Wyniki śledztwa w sprawie korwety „Cheonan” oraz próby wojskowe wykonane na Morzu Żółtym mogą doprowadzić do wzrostu napięcia w Azji Wschodniej. Najbardziej prawdopodobną przyczyną eksplozji południowokoreańskiego statku było trafienie północnokoreańską torpedą. Jednak władze w Seulu mają bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o reakcję militarną.


Ze wsparciem Stanów Zjednoczonych wygraliby wojnę, ale za jaką cenę? Kilka milionów Koreańczyków z Północy uciekłoby na Południe. Na dzień dzisiejszy, Korea Południowa nie daje sobie rady z dwudziestoma tysiącami uchodźców, więc w jaki sposób miałaby sobie poradzić  z trzema milionami? Dodatkowo utrzymanie takiej grupy uciekinierów kosztowałoby rząd w Seulu fortunę, liczoną w miliardach dolarów. Taka cena za zjednoczenie jest zbyt wysoka dla władz południowokoreańskich.

 

 

 

Odbudowa Korei Północnej wymaga wsparcia Organizacji Narodów Zjednoczonych. ONZ powinna udzielić pomocy Korei Północnej, podobnej do wsparcia jakiego udzielono  Bośni. Co ważne, na taką formę pomocy Chiny prawdopodobnie wyraziłyby zgodę.

 

0

Życie północnokoreańskich studentów, którzy uciekli z Polski i z Bułgarii

Korea Północna zgodnie z przysłowiem, że „nauka to potęgi klucz”, kultywuje wieloletnią tradycję wysyłania swojej młodzieży na zagraniczne studia. Chociaż liczba szczęśliwców mogących na własne oczy ujrzeć nieznany świat nie jest porażająca, bunt i ucieczki części żaków wywoływały już nieraz międzynarodową awanturę. Niektórzy studenci zdecydowali się zaryzykować swoje życie (nie mówiąc o pozostawionych rodzinach), żeby uciec i niektórym ta sztuka się udała. Niektórzy uciekli nawet z Polski, jak Kim Un Hak i Tong Yong Jun w 1989 roku. Jeden z nich studiował logistykę w Gdańsku. Obaj są dziś biznesmenami w Korei Południowej.


Kim Un Hak i Tong Yong Jun podczas konferencji prasowej w Seulu w 1989 roku (Źródło: Yonhap News)

 

Od czasu zakończenia wojny koreańskiej sojusznicze kraje bloku wschodniego, w tym Polska, przyjmowały na swoje uczelnie określoną liczbę studentów z Korei Północnej. W latach 50-tych minionego wieku było to w sumie ok. 2000 osób rocznie. Za każdym razem dobiera się ich wedle zasług i posłuszeństwa wobec systemu totalitarnego. Tym bardziej władze KRL-D były zdenerwowane przypadkami buntu.

 

Wśród czwórki buntowników na jednej z uczelni w Bułgarii ponad pół wieku temu byli Lee Sang Jong oraz Lee Jang Jik. Według ich relacji, przylecieli do Europy mając po 21 lat w grupie 250 osób. Po trzech latach studiów wrócili do Korei Północnej, po czym kwalifikując się do grona 80 osób za pozwoleniem władz przylecieli znów do Bułgarii. Świadomie popierając w tamtym czasie Chruszczowa (zgodnie z bułgarską polityką, a wbrew KRL-D), zaskarbili sobie sympatię władz kraju nad Morzem Czarnym. W roku 1962 wygłosili oświadczenie, w którym mocno skrytykowali Koreę Północną z dyktatorem Kim Ir Senem na czele. Po tej deklaracji Lee Sang Jong i Lee Jang Jik zostali zamknięci w północnokoreańskiej ambasadzie, z której po miesiącu szczęśliwie uciekli. Ochronę zapewniły im wówczas władze Bułgarii. To dość błahe wydarzenie nadszarpnęło dobre stosunki między obydwoma państwami aż na osiem lat.


A jak wyglądają zagraniczne studia Koreańczyków z Północy obecnie? Według Lee Jang Jika żacy są bardzo biedni. Dawny buntownik wspomina, że widział dyplomatę, który wracając do KRL-D kupował w sklepie spożywczym opakowania mąki. Studenci nie mając grosza przy duszy są całkowicie uzależnieni od ambasady. Osobną sprawą jest to, że nie tylko zewnętrzna kontrola, ale i obawa przed donosem ze strony kolegów, praktycznie wyklucza w ich przypadku możliwość prowadzenia normalnego życia studenckiego. Lee Jang Jik mówi: „Kiedy północnokoreańscy studenci piją razem w domu alkohol, koncentrują się na wzajemnej obserwacji. Nie rozmawiają o niczym, ponieważ sobie nie ufają”. W takich warunkach trudno o korzyści z pobytu w odległym kraju.

Na dzień dzisiejszy w Polsce studiuje przynajmniej dwóch obywateli KRL-D. Czy istnieje ryzyko, że uciekną?

0

Prezentacja na temat elit północnokoreańskich

29 lipca 2010 roku, w ramach konferencji naukowej poświęconej sytuacji na Półwyspie Koreańskim, Nicolas Levi z portalu www.pukhan.pl wystąpił na Uniwersytecie Babes Bolyai w Cluj-Napoca (Rumunia), gdzie wygłosił prezentację na temat elit politycznych w Korei Północnej. Osoby zainteresowane mogą bezpłatnie otrzymać  kopię tej prezentacji. Kontakt: northkoreapl@gmail.com.

Cluj Napoca (Rumunia)
Cluj Napoca (źródło: www.daaam.org)

0

Wrocławska firma nielegalnie wynajmuje biura od ambasady Korei Północnej

Wrocławska firma farmaceutyczna Hasco-Lek wynajmuje w Warszawie biura od ambasady Korei Północnej. Spytany przez dziennikarza z dziennika Polska The Times, Nicolas Levi komentuje tą sytuację i zastanawia się dlaczego szefom spółek nie przeszkadza wspieranie finansowo brutalnej, totalitarnej i komunistycznej dyktatury.

Ambasada Korei Północnej w Warszawie (źródło prywatne)

 

 

W Ministerstwie Spraw Zagranicznych potwierdzają, że międzynarodowe umowy zakazują wykorzystywania pomieszczeń ambasad do celów innych niż dyplomatyczne. To samo jest zapisane w umowach rządów Polski i Korei. Działka przy ul. Bobrowieckiej 1a w Warszawie, gdzie Hasco-Lek ma biura, należy do Skarbu Państwa. Korea dostała ją na 80 lat tylko do celów dyplomatycznych.

MSZ jest jednak bezradne. Od lat śle pisma wzywające północnokoreańskich dyplomatów do poszanowania prawa i umów. Ale oni nic sobie z tego nie robią. Ambasada Korei odmawia komentarzy. – Oddzielamy biznes od polityki i ideologii – informuje z kolei w specjalnym oświadczeniu rzeczniczka Hasco-Leku Alicja Hamkało. Wynajem biur przy Bobrowieckiej w Warszawie tłumaczy względami praktycznymi. Gmach jest w dobrej okolicy, niedaleko parku Łazienkowskiego, ma duży parking. Żaden klient farmaceutycznego koncernu nigdy nie protestował.

– Myślą, że jesteśmy naiwni – denerwuje się na Hasco-Lek Nicolas Levi, dobrze znający realia życia w Korei Północnej. Pisze pracę doktorską o rządzącym tym krajem reżimie. Kieruje wortalem internetowym www.pukhan.pl. – Oni doskonale wiedzą, co to za kraj. Mimo to robią z nim interesy. To nie jest kwestia biznesu i polityki, tylko sumienia. Takie rzeczy źle wpływają na wizerunek firmy – tłumaczy.

Sprawą zainteresowaliśmy Ministerstwo Finansów i wrocławski Urząd Kontroli Skarbowej. Nie wiadomo bowiem, czy spółka z Wrocławia może odliczać od swoich podatków koszty wynajmu biur w Warszawie, skoro ambasada koreańska wynajmuje je nielegalnie.

– Pierwszy raz spotykamy się z tego typu sprawą, potrzebujemy czasu, żeby ją zbadać – mówi rzeczniczka resortu finansów Magdalena Kobos.

– Organa podatkowe zwykle stoją na stanowisku, że jeśli coś nie może być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, to nie może być wliczone w koszty firmy – wyjaśnia Mariusz Unisk, ekspert z Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy.

Podobnie interpretuje prawo rzecznik wrocławskiego Urzędu Kontroli Skarbowej Janusz Kozłowski. O sprawie Hasco-Leku wypowiadać się nie chce. Nie wyklucza, że sprawę zbadają kontrolerzy UKS. Gdyby okazało się, że rzeczywiście spółka nie miała prawa wliczać w swoje koszty wynajmu biur, będzie musiała zwrócić niezapłacony podatek wraz z odsetkami.

Hasco-Lek nie ujawnia, jakie kwoty płaci ambasadzie za wynajem pomieszczeń. Takich firm, jak ona, jest więcej. W pomieszczeniach Korei Północnej swoją siedzibę ma m.in. firma NCG i należąca do niej stacja telewizyjna 4fun.tv. Jest tam też sala bankietowa czy firma świadcząca usługi public relations, a także wytwórnia muzyczna „Wielkie Joł” związana z raperem Tede.

Amnesty International – organizacja znana z obrony praw człowieka – rozpoczęła właśnie akcję skierowaną do firm na całym świecie. – Żądamy, by nie prowadzić biznesu kosztem praw człowieka – mówi Aleksandra Minkiewicz, rzeczniczka polskiego oddziału organizacji. Sprawy Hasco Leku komentować jednak nie chce, bo wcześniej o niej historii nie słyszała. Dodaje jednak: – Każdy, kto decyduje się na taki krok, powinien rozważyć, czy to jest właściwe.

– Studiowałam orientalistykę – opowiada Aleksandra Minkiewicz. – Na zajęciach mieliśmy wyświetlane filmy z Korei Północnej, zrobione ukrytą kamerą. Były tam tak wstrząsające sceny, że niektórzy nie wytrzymywali i wychodzi ze łzami w oczach. Widzieliśmy, jak dzieci na ulicach szukają jedzenia dla świń. W Korei jest dużo sierot. Rodzice zmarli z głodu albo zostali wtrąceni do obozów pracy.

Jeden z filmów pokazywał historię rodziny, która postanowiła uciec z kraju. Kobieta była w 6. miesiącu ciąży. Zostali złapani i wtrąceni do obozu. – Uciekinierzy z Korei opowiadają straszne rzeczy o tym, co się dzieje w takich obozach – dodaje Aleksandra Minkiewicz.

Nicolas Levi słyszał od północnokoreańskich uchodźców opowieści o mordowaniu przez władze Korei Północnej osób niepełnosprawnych. Amnesty International opublikowała niedawno raport o służbie zdrowia w Korei Północnej. Jest katastrofalna. Szpitale są pozbawione podstawowych leków. Zabiegi chirurgiczne wykonywane są bez znieczulenia. Lekarze nie mogą sobie poradzić z epidemiami wybuchającymi z niedożywienia. Na leczenie swoich obywateli Korea Północna wydaje jednego dolara na osobę na rok – czytamy w raporcie.

0

KRL-D czynnie zabiega o poparcie ze strony innych państw

W czasie wizyty amerykańskiej Sekretarz Stanu Hillary Clinton i Sekretarza Obrony USA Roberta Gates’a w Korei Południowej, którzy przyszli w sukurs swojemu sojusznikowi w sprawie zatopienia statku Cheonan, dyplomacja Korei Północnej również nie próżnuje. Chociaż trudno o porównanie skali międzynarodowego poparcia dla obu koreańskich państw, to jednak należy przyznać, że dyplomacja KRL-D też stara się coś zdziałać na tym polu. 

Choe Thae Bok (po lewej stronie) – sekretarz PPK ds. międzynarodowych (źródło: xinhuanet)

 

Północnokoreański Sekretarz ds. Międzynarodowych Choe Thae Bok wziął we wtorek udział w trzeciej edycji Światowej Konferencji Przewodniczących Parlamentów w Genewie. Korzystając z okazji do wypowiedzi na szerokim forum, oskarżył Koreę Południową o nasilanie napięć na Półwyspie od czasu zatonięcia okrętu. Jednocześnie powtórzył tezę, że skutków tej tragedii należy szukać we wspólnych manewrach Seulu z Amerykanami. Choe Thae Bok znalazł także czas na spotkanie z Przewodniczącym Parlamentu Iranu, Ali Larijani. Podkreślono, że obydwa kraje łączy sprzeciw wobec światowego imperializmu. Sekretarz Choe potępił zarzuty USA o rozwijanie przez Iran programu broni nuklearnej oraz wyraził całkowite poparcie dla rewolucji islamskiej. W zamian Ali Larijani zapewnił o trwającej od dawna zażyłości w relacjach między Iranem a KRL-D. Otrzymał od Choe także zaproszenie do Pjongjangu.


W nieco bliższą podróż wybrał się Minister Spraw Zagranicznych Korei Północnej, Pak Ui Chun, który przyleciał właśnie na szczyt Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) w Hanoi.  W pierwszej rozmowie, przewodniczący związku państw, Dr Surin, oznajmił, że stowarzyszenie jest „przyjacielem” KRL-D i zależy mu na utrzymaniu pokoju na Półwyspie Koreańskim. Zachęcił również, aby wyznaczono północnokoreańskiego ambasadora przy ASEAN. Pak Ui Chun będzie uczestniczył jeszcze w piątek 23. lipca w ogólnym forum ASEAN, po czym wg planów z Wietnamu poleci do stolicy Indonezji, Dżakarty.


Jak widać, Pjongjang postawił sobie za cel dowieść, że nie jest osamotniony w sporze o winę za śmierć 46 marynarzy. Aktywnie poszukuje sojuszników na arenie międzynarodowej. W odpowiedzi na ceremonialne gesty przyjaźni między Waszyngtonem a Seulem, KRL-D robi ukłon w stronę każdego, kto może ją wesprzeć choćby dobrym słowem.

0

„Nikt w otoczeniu Kim Jong Ila nie może czuć się bezpiecznie”

O egzekucjach wykonanych na północnokoreańskich oficjelach, oraz o tym, czy Korea Północna staje się chińskim protektoratem, portal Fronda.pl rozmawia z ekspertem Centrum Studiów Polska-Azja oraz z redaktorem www.pukhan.pl, Nicolasem Levi.

Starzający się Kim Jong Il (źródło: static.guim.co.uk)

Fronda.pl: Czy ostatnie informacje o egzekucjach wysokich rangą północnokoreańskich urzędników mogą oznaczać koniec zaufania Kim Jong Ila do najbliższego otoczenia?

Nicolas Levi*: Nikt w otoczeniu Kim Jong Ila nie może czuć się bezpiecznie. Trzy osoby, o których egzekucjach informowały media, były z nim bardzo blisko związane. Odpowiedzialny za reformę monetarną Pak Nam Gi był kolegą ojca dyktatora. Pozostała dwójka była powiązana z polityką wobec Korei Południowej. Odpowiadający za relacje z Koreą Południową Kwon Ho Ung (urodzony w 1959 roku, miał być na czele Frontu Zjednoczenia – Organizacja KRLD odpowiedzialna za stosunki z Koreą Południową) był w Korei Północnej postacią bardzo ważną. Były minister transportu kolejowego, Kim Yong Sam, był bliskim doradcą Kim Jong Ila, pracował w kolejach od 1988 roku. Cała trójka w mniejszym lub większym stopniu była związana z polityką wobec Korei Południowej.

Kto może stać za decyzjami dotyczącymi egzekucji? Kim Jong Il, a może ktoś inny?

Sam Kim Jong Il jest człowiekiem chorym na ciele i umyśle. W ostatnich miesiącach znacznie schudł z powodu problemów z nerkami. Z tego względu realną władzę w Korei Północnej sprawuje grupa osób powiązana z jego szwagrem, Jang Song Thaekiem.

Czy te osoby mają inne od Kim Song Ila poglądy na funkcjonowanie państwa? Możemy spodziewać się zmian w polityce Korei Północnej?

Z pewnością jest to grupa bardziej otwarta niż wychowany w zgodzie ze starym modelem i przez to niereformowalny Kim Jong Il. Jest to patriota, który na rzecz studiów w Korei Północnej potrafił zrezygnować ze studiowania w Chinach. Nowe koreańskie elity stanowią stosunkowo młodą grupę osób urodzonych w latach 50. i 60.  XX wieku. Wiele z tych osób było w Europie Zachodniej, niektórzy, w tym Kwon Ho Ung, nawet mieli szkolenie w Stanach Zjednoczonych. Na pewno ma to wpływ na ich poglądy. Wydaje się, że nowa Korea Północna staje się protektoratem Chińskiej Republiki Ludowej i zmiany w państwie zmierzają w tym kierunku. Oczywiście kwestie fundamentalne pozostaną niezmienione. Takie filary ustroju jak kult jednostki, władza partii czy silne oparcie na armii się nie zmienią. Jednakże jest całkiem możliwe, że Korea Północna już niedługo zacznie wprowadzać u siebie bardziej otwarty model chiński.

Na ile wiarygodne są docierające z Korei Północnej informacje?

W moim przekonaniu są to informacje wiarygodne, jednakże nie mamy pewności, czy dane osoby rzeczywiście nie żyją. Mogły one bowiem zostać tymczasowo odsunięte od zajmowanych stanowisk i możliwe, że kiedyś na te stanowiska powrócą – znamy takie przypadki z przeszłości. Fakt, że wszystkie osoby, o których egzekucjach poinformowano, były związane z Koreą Południową, może świadczyć o planowanych zmianach polityki wobec tego kraju. Korea Północna jest świadoma swojej zależności finansowej od sąsiada z południa, dlatego też nie możemy spodziewać się znaczącego zaostrzenia jej polityki.

Rozmawiał Igor Belczewski

*Nicolas Levi – Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Paris X Nanterre we Francji. Absolwent zarzadzania ESSEC Business School oraz Collegium Civitas w zakresie politologii. Doktorant Polskiej Akademii Nauk. Redaktor naczelny portalu pukhan.pl.

 

Wywiad dostępny tutaj.

0

Kim Hyon Hui, była północnokoreańska terrorystka przyjęta w Japonii

Była agentka północnokoreańskiego wywiadu, odpowiedzialna m.in. za organizację zamachu bombowego, w którym zginęło 115 osób lecących samolotem, przybyła właśnie do Japonii. Skruszona terrorystka, pierwotnie skazana na śmierć, a następnie ułaskawiona, ma spotkać się z rodzinami uprowadzonych przez wywiad KRL-D Japończyków. Wśród nich zapewne również z bliskimi Yaeko Taguchi, która uczyła Kim języka japońskiego. Kontrowersje budzi także fakt, że była agentka winna śmierci wielu ludzi, jest postrzegana niemal jako celebrytka.

W latach 70-tych i 80-tych porwano dziesiątki obywateli Japonii, którzy byli zmuszani do szkolenia północnokoreańskich agentów, jak udawać mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Osiem lat temu Pjongjang przyznał się do uprowadzenia 13 Japończyków i zezwolił na powrót tylko 5 z nich, twierdząc, że pozostali nie żyją. Według samej Kim Hyon Hui, poznała ona kilkoro z zaginionych, jeszcze przed zamachem bombowym w 1987 roku. Rodziny liczą, że dowiedzą się czegoś więcej o ich życiu.

 

Wizyta Kim Hyon Hui wywołała już sprzeciw części społeczeństwa. Aby umożliwić jej przylot, ominięto prawo imigracyjne. Zlekceważono też fakt, że w przeszłości posługiwała się fałszywym paszportem. Na lotnisku w Tokyo skrupulatnie zadbano, aby nikt postronny nie widział, jak Kim opuszcza wyczarterowany samolot i wsiada do czarnego auta, zasłaniając ją dużymi parasolami. Stamtąd udała się do letniego domu byłego premiera Japonii Yukio Hatoyamy.


Kim Hyon Hui (48 l.) brała udział w przygotowywaniu zamachu bombowego na samolot pasażerski linii Korean Air. Została złapana w Bahrajnie, po czym próbowała popełnić samobójstwo. Dopiero po pewnym czasie uświadomiła sobie, że została poddana manipulacji ze strony wywiadu KRL-D. Jak utrzymuje, wierzyła, że śmierć pasażerów samolotu przyczyni się do zjednoczenia Półwyspu. Została ułaskawiona przez prezydenta Korei Południowej Roh Tae Woo, unikając tym samym kary śmierci. Pjongjang uznał ją za zdrajczynię. Kim Hyon Hui napisała również autobiograficzną książkę „The Tears of My Soul”, która stała się bestsellerem. Przyjęła wiarę chrześcijańską i poślubiła byłego agenta południowokoreańskiego wywiadu. Od dawna jej miejsce zamieszkania utrzymywane jest w tajemnicy z oczywistych względów bezpieczeństwa.

0

Kolejny urzędnik usunięty?

Według południowokoreańskiego dziennika Dong-A Ilbo, w KRL-D wykonano prawdopodobnie wyrok śmierci na polityku, który odpowiadał za kontakty z Koreą Południową. Chodzi o Kwon Ho Unga, koordynatora rozmów z Południem w latach 2004-2007. Jest to zaskakująca wiadomość, bo Kwon Ho Ung był bliskim doradcą Kim Jong Ila. Czy to znaczy, że Kim Jong Il już nie rządzi w Korei Północnej?

 

Kwon Ho Ung należał do młodszej gwardii politycznej Korei Północnej. Urodził się w 1959 roku. Ukończył studia na Uniwersytecie im. Kim Ir Sena w Pjongjangu. Był ekspertem do spraw stosunków z Koreą Południową. W 1996 roku został wysłany na sympozjum dotyczące zjednoczenia Półwyspu do Stanów Zjednoczonych, które odbyło się na kalifornijskim Uniwersytecie Berkeley. Od 2000 roku regularnie przebywał w Korei Południowej.

 

Ze względu na ważną rolę, jaką odgrywa pomoc Korei Południowej w rozwoju KRL-D, można było przypuszczać, że Kwon Ho Ung jako ekspert będzie nadal odgrywał istotną  polityczną rolę w przyszłości. Jego przyjaciel – Kim Yong Sam, były minister transportu kolejowego, z którym Kwon był w Korei Południowej w 2007 roku, został takźe prawdopodobnie rozstrzelany w tym miesiącu. Ostatnie donosienia z Korei Północnej dają ekspertom do myślenia: czy Kim Jong Il stoi za tymi wyrokami? Pak Nam Gi odpowiedzialny za nieudaną reformę monetarną, również został usunięty ze sceny politycznej (choć czy został rozstrzelany – tego do końca nie wiadomo).

 

Cała wspomniana trójka – Pak Nam Gi, Kwon Ho Ung i Kim Yong Sam – to do niedawna doradcy Kim Jong Ila, którzy jeździli do Korei Południowej. Czy inni urzędnicy z północnokoreańskich organizacji powiązanych z Koreą Południową mogą czuć się zagrożeni? Zdecydowanie tak, ale nie tylko oni. Los zdetronizowanych polityków mogą podzielić w każdej chwili także krewni Kim Jong Ila. Część z nich zmarła w niejasnych okolicznościach, a częśc mieszka poza granicami kraju – między innymi w Polsce, jak młodszy przyrodni brat Kim Jong Ila, Kim Pyong Il, który jest u nas ambasadorem KRL-D.

 

Czy rzeczywiście w Korei Północnej dokonano ostatnio całą serię politycznych egzekucji? Jeśli tak, to czy Kim Jong Il jest za nie odpowiedzialny? Nawet jeśli egzekucje są faktem, to wydaje się mało prawdopodobne, by zadecydował o nich bezpośrednio sam Ukochany Przywódca, bo tak naprawdę w KRL-D rządzi obecnie nie tylko on, a cały kolektyw polityków, od lat stanowiących polityczną elitę tego kraju. Jak jest naprawdę, przekonamy się podczas najbliższej konferencji delegatów Partii Pracy Korei, która odbędzie się w pierwszych dniach września.

 

Nicolas Levi

Copyright © 2007-2017 Pukhan.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: SYNTAX